Choć jamnikiem czasem zwana
W małe gumy jest ubrana

To ochoczo rwie do przodu
Lepsza jest od samochodu

Żaden korek jej nie zrazi
Sprawnie w każdą lukę włazi

Jest naprawdę wytrzymała
Wozi nawet zad Rafała

Młodzież ją wręcz uwielbiała
Chociaż była taka mała…

W czerwcu na całym świecie obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka. To niezmiernie ważna uroczystość dla całego młodego pokolenia, ale i dla jego rodziców. W tym czasie zawsze uwaga kierowana jest na najmłodszych. Nie inaczej jest i w temacie motocykli. Nie od dzisiaj wiadomo, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Wiedzą o tym również producenci motocykli, którzy starają się od najmłodszych lat związać klienta z marką. Dokładnie dwa lata temu pisaliśmy o polskim sprzęcie wyprodukowanym z myślą głównie o młodych adeptach bakcyla motocyklowego. Dzisiaj chciałbym nieco przybliżyć dawną konstrukcję Hondy dedykowaną głównie młodzieży.

Ładna sztuka

Minimotocykle mają dość długą historię. W czasie drugiej wojny światowej takie konstrukcje były wyposażeniem wojsk desantowych. Niewielkie rozmiary i masa miały doskonale sprawdzać się w zrzucie spadochronowym, a następnie umożliwić jednostce szybkie i sprawne przemieszczanie. Niestety taka koncepcja nie spowodowała znaczących zmian w losach wojny, ale sam pomysł pozostał.

Pod koniec lat 60-tych XX wieku, Honda zaprezentowała motorower ST 50. Na rynek europejski model ten nazwano DAX, w Ameryce Północnej nazywano go Trail, a w Japonii określano mianem Dachshund. Nazwa dość zabawna bo oznacza ni mniej ni więcej, jak sympatycznego i lubianego przez najmłodszych psa rasy jamnik. Model ten wpisał się również idealnie w rozpoczynający się na początku lat 70-ych kryzys paliwowy. Jego średnie spalanie na poziomie 1,5 – 2  l/100km było wręcz mikroskopijne. Nie pozostało to niezauważone, wielu dorosłych Amerykanów i Kanadyjczyków w obliczu kryzysu paliwowego również przesiadła się na ten niewielki i bardzo ekonomiczny pojazd.

Centrum dowodzenia

Konstrukcja była oparta o stalową spawaną z wytłoczek stalowych ramę grzbietową. W ramie pod siedzeniem montowany był niewielki 2,5-litrowy zbiornik paliwa. Takie umiejscowienie baku wymusiło przy tankowaniu konieczność uchylenia siedzenia. Lokalizacja zbiornika dała więcej miejsca w przedniej części jednośladu i umożliwiło zastosowanie 2 osobowej kanapy. Przy tak małym pojeździe jazda we dwoje, szczególnie dla młodych ludzi, była sporym udogodnieniem. Sam zbiornik był malutki, ale przy mikroskopijnym spalaniu wystarczał na krótkie wycieczki i dojazdy do pracy. Niestety jego umiejscowienie, przy braku należytej obsługi i konserwacji przyśpieszało zniszczenie i nieszczelność zbiornika. Nie jest to jednak duży problem, bowiem do dziś można taki oryginalny zbiornik kupić. Wymiary pojazdu gotowego do jazdy nie były duże, miał on 151 cm długości, 63 cm szerokości i 96 cm wysokości. Ciekawym rozwiązaniem było mocowanie kierownicy w górnej półce. Dosłownie kilka ruchów pozwalało na jej złożenie, bardzo ułatwiało to transport i przechowywanie. Masa suchego pojazdu na poziomie 65 kg była bardzo przyzwoita i niewątpliwie wpływała na niskie zużycie paliwa. Zawieszenie było klasyczne, z przodu widelec teleskopowy, z tyłu wahacz wleczony podparty dwoma elementami resorującymi. Niewielkie koła wyposażono w opony o uniwersalnym wzorze bieżnika w rozmiarze 3,50 x 10. Oba hamulce były bębnowe, a ich uruchamianie odbywało się mechaniczne. Skuteczność hamowania nie powalała na kolana, ale przy krótkiej praktyce można było sprawnie spowalniać pojazd.

W Japonii małą Honde nazywano Jamnikiem

Sercem minibike’a był czterosuwowy jednocylindrowy chłodzony powietrzem silnik o pojemności 49 cm3. Rozwijał on bardzo przyzwoitą moc 4,5 KM przy 9000 obr/min. Cechował się nienaganną pracą, a z tłumika wydobywał się charakterystyczny dla czterosuwa, miły dla ucha gang małego silniczka. Ta jednostka była wyposażona w 3-biegową skrzynię biegów, a napęd przekazywany był na tylne koło za pomocą tradycyjnego łańcucha. Ten niewielki silnik zapewniał jak na ta klasę bardzo dobre osiągi. Pojazd bez problemu osiągał prędkość 70km/h, a i przyśpieszenia w ruchu miejskim były zadowalające. Honda wyprodukowała ten model również w wersji z sercem o pojemności 72 cm3. Silnik miał wówczas 6 KM mocy przy 8000 obr/min, i pozwalał osiągać prędkość maksymalną do 80 km/h. Reszta konstrukcji pozostała bez wyraźnych zmian.

Serce małego DAXa

Honda Dax była dobrze wyposażona jak na taki mały pojazd, miała prędkościomierz z drogomierzem i podstawowymi kontrolkami, kierunkowskazy, przyzwoity reflektor i światło stop. Bardzo atrakcyjne było również malowanie w żywej kolorystyce oraz zastosowanie sporej ilości chromu. Ten mały pojazd dawał dużo frajdy z jazdy i to nie tylko najmłodszym adeptom jednośladów. Nic dziwnego, że Honda sprytnie to wykorzystywała i reklamowała pojazd pod hasłem „radość dla każdego”. Takie stwierdzenie absolutnie nie mijało się z prawdą. Mały Dax był naprawdę świetnym pojazdem, wyjątkowo ekonomicznym i niezwykle trwały. To wszystko spowodowało, że powstały liczne dalekowschodnie klony i repliki, które można kupić do dzisiaj. Oryginał stał się poszukiwanym klasykiem i osiąga wysokie ceny.

Nowy zbiornik paliwa

Dzisiaj na naszym rynku mnóstwo jest skuterów i innej maści dalekowschodnich konstrukcji kierowanych do młodzieży. Jednak w segmencie motorynek jest pewna luka, którą chyba warto uzupełnić. Póki co, chcąc naszej latorośli sprawić frajdę warto poświęcić trochę czasu i własnoręcznie odrestaurować małego klasyka. Nie jest to trudne a daje radość całej rodzinie. Można przy okazji zostać posiadaczem wyjątkowego pojazdu. Mała Honda Dax jest świetnym pojazdem do rozpoczęcia przygody z klasykami. Gorąco zachęcam, można na powrót poczuć się dzieckiem…

Reklama prasowa