O ile technologia silników elektrycznych jest niezwykle ciekawa i obiecująca, to głównym problemem wciąż pozostają zasięg oraz czas ładowania. Pewien Niemiec postanowił jednak udowodnić, że wcale nie jest tak źle, jak się wszystkim wydaje.

Remo Klawitter, właściciel sklepu rowerowego i fan pojazdów elektrycznych, w marcu wskoczył na jeden z elektrycznych motocykli Zero i przejechał 1113,3 km w ciągu 24 godzin.

Dzielny Niemiec pokonywał trasę na kilka strzałów, każda z sekcji miała 150 kilometrów, a średnia prędkość wynosiła około 88-97 km/h. Co każde 150 km Remo podłączał swój motocykl na godzinę do publicznej stacji ładowania (Poziom 2). Jechał modelem Zero DSR ZF14.4 z 2018 roku, który miał dodatkowy Charge Tank. To urządzenie pozwala nawet sześciokrotnie skrócić czas ładowania akumulatorów.

Po wszystkim Remo Klawitter powiedział: „Myślałem o podjęciu wyzwania przejechania 24 godzin już od połowy roku 2017. Przede wszystkim chciałem po prostu dobrze się bawić, zwracając uwagę publiki na praktyczną stronę motocykli elektrycznych. Wszystko, czego użyliśmy, jest dostępne w Zero, a trasa to były drogi publiczne.

Łącznie spędziliśmy 9,5 godziny na ładowaniu, w tym czasie odpoczywając i jedząc. Przy okazji rozmawiałem też z wieloma osobami zainteresowanymi motocyklem i całą wyprawą.

Technologia sprawdziła się świetnie, a finalnie prąd użyty do ładowania kosztował nas zaledwie 28,5 euro [ok. 120 zł], a średnia prędkość wyniosła 46,6 km/h, wliczając przystanki.”

Warto wspomnieć o pewnym szczególe – trasa, którą jechał Remo, była precyzyjnie opracowana. Przejechał 1113 kilometrów, a jeździł pomiędzy Berlinem oraz Centrum Energii Odnawialnej w Neustrelitz, które dzieli… około 115 lub 150 kilometrów, w zależności od wybranej drogi. Niestety czynnikiem decydującym była dostępność stacji ładowania. Mimo wszystko nie da się nie zauważyć, że technologia silników elektrycznych staje się lepsza z roku na rok!

Remo na swoim Zero DSR. (Zdjęcie pożyczone z Alamy.com)

Remo na swoim Zero DSR. (Zdjęcie pożyczone z Alamy.com)