Przysłów na temat motocyklistów jest wiele. Według jednego z nich, motocykliści dzielą się na dwie grupy – tych którzy leżeli, a także tych, którzy glebę mają jeszcze przed sobą. Na poniższym filmie mamy przykład rytualnego przejścia z jednej grupy do drugiej. Pytanie tylko, czy było to potrzebne?

Zgodnie z opisem i komentarzami gdzieś w internecie, mamy tutaj świeżego motocyklistę, który własnie kupił swój pierwszy sprzęt. Podszedł do tematu racjonalnie, wybrał trzysetkę pod postacią Kawasaki Ninja 300. Niestety zabrakło trochę doświadczenia i początkujący motocyklista pokonany został przez niezbyt skomplikowany zakręt. Nie był ostry, ale dość długi. Motocyklista spanikował i zrobił wszystko to, czego nie powinien. Wyprostował, zablokował hamulce, pojechał na wprost.

Dobrze, że nikt nie jechał z naprzeciwka. Dobrze też, że początkujący motocyklista wyszedł z tego bez szwanku. Łatwo oceniać zza ekranu monitora, ale to był naprawdę prosty zakręt. Czy Wam też wydaje się, że udział w kilku treningach lub szkoleniach, zapobiegłby takiemu niepotrzebnemu wypadkowi? Szkoda, że zwykły kurs na motocyklowe prawko nie załatwił tematu szkolenia. (P.S.: Zapraszamy na treningi Los Cojones :) )

Do tego jeszcze mało brakowało, aby nagrywający kolega dołączył do zamieszania na poboczu…