Mogło skończyć się na zarysowanym motocyklu, ale na drodze stanął znak…

Na sekcji zakrętów zwanej The Snake w Południowej Kalifornii zawsze znajdzie się kilku motocyklistów oraz kierowców szybkich samochodów. Dlatego też na miejscu nie brakuje policji – funkcjonariusze nie czepiają się bezpodstawnie, ale pilnują, aby kierowcy nie przesadzali zbyt mocno.

Motocyklista na tym ZX-10R nie przesadził, po prostu zakręt go pokonał. Na wyjściu wyniosło go szeroko, a gdy tylko złapał pobocze, Kawasaki poszło w kozły i trafiło w znak drogowy. Kto stawia znaki w takim miejscu?!

Motocyklista na szczęście ominął znak i wyszedł z wypadku jedynie z zadrapaniami – jechał w t-shircie… Jego motocykl jednak oberwał znacznie mocniej. Policjanci spisali całą sytuację, ale oszczędzili wystawiania mandatu.

Ale co w ogóle robi tam znak? Mówi o zakazie parkowania. Władze postawiły go tam, ponieważ w weekendy zjeżdżało się na The Snake tak wiele samochodów, że z braku miejsca parkowały na poboczu, powodując oczywiste niebezpieczeństwo na wyjściu z zakręty. Paradoksalnie – jak widać – sam znak również nie jest zbyt bezpiecznie ulokowany… Lokalni motocykliści już proszą o jego przemieszczenie.