Matthew 27. lipca jechał swoją Yamahą MT-10 do pracy. Ma takie szczęście, że jego trasa do pracy prowadzi przez piękne, kręte drogi w górach Santa Monica w Kalifornii. Tym razem to był jego pech.

Matthew Murray dojeżdżał do lewego zakrętu z prędkością około 100 km/h. Nie zmieścił się w zakręt – mówił, że czuł, jakby kierownica się zablokowała. My jednak obstawiamy lekką panikę w połączeniu z fiksacją wzroku i zabetonowaniem rąk na kierownicy. Niezależnie od przyczyny, 27-latek pojechał prosto. Gdy już pokonał szerokie, szutrowe pobocze, po prostu poleciał z klifu. Spadł jakieś 75 metrów dalej…

Matt powiedział, że gdy leciał w dół „w mojej głowie natychmiastowo zakwitła myśl, że za chwilę umrę”. Przeżył. Jego kamera cały czas nagrywała. Od lądowania, do wydania jakiegokolwiek dźwięku przez Matta, minęło ok. półtorej minuty. Nikt z nim nie jechał i nie było szans, aby ktokolwiek go zauważył. Matthew chciał dostać się do motocykla, gdzie był jego telefon, jednak nie mógł zejść w dół.

Skierował się na górę. Nogi odmówiły posłuszeństwa, Matt miał złamany kręgosłup w kilku miejscach, złamany obojczyk, złamaną kość ogonową i krzyżową, złamane biodro, złamaną miednicę, przedziurawione oba płuca, oraz złamany mostek. Matthew wczołgał się na górę jedynie podciągając się rękami. Na szczycie zatrzymał kierowcę, aby ten wezwał pomoc.

Po zakończeniu akcji ratunkowej, funkcjonariusz nagrał na miejscu film, pokazując klif i mówiąc: „Tu jest Twój motocykl, a tam wylądowałeś, 75 metrów w dół. Ostatni człowiek, którego stamtąd wyciągaliśmy, był w koszu ratowniczym i leciał śmigłowcem.”

Po sześciu latach jazdy, teraz Matthew już nigdy nie ma zamiaru wsiąść na motocykl.

Pomimo wielu złamań i w ciężkim stanie, Matt jest już w domu. Wypisano go ze szpitala ponieważ zakończyło się jego ubezpieczenie medyczne. Rodzina zbiera teraz fundusze na leczenie poprzez kampanię crowd-fundingową.

ujecie z miejsca wypadku