Nikt nic nie widział, winni umywają ręce. Dobrze, że jest nagranie…

Grzesiek podesłał nam film ze swojego wypadku motocyklowego na stacji benzynowej, gdzieś w Wielkiej Brytanii. Wygląda to niezbyt przyjemnie i jak się okazuje, winni nie chcą się przyznać. Dobrze, że jest nagranie z monitoringu! Zobaczcie to:

Jak napisał Grzesiek:
„Wypadek wydarzył się 25. marca i do tej pory cały czas ubezpieczalnie odbijają między sobą piłeczki. Co ze mną? Jest OK, jestem trochę poobijany, mam parę siniaków. Reakcja pacjenta, który otworzył drzwi była zdumiewająco arogancka. Oczywiście kultura jakaś minimalna była, więc zapytał, czy wszystko w porządku. On i właściciel srebrnego BMW X5 zaczęli naradzać się i wyjechali do mnie z teorią, że „kolega od drzwi” nie miał szans mnie zobaczyć,  że w ogóle dlaczego JA JEŻDŻĘ po martwych punktach, że skąd ja się wziąłem, i tym podobne brednie.

Żadna z obecnych osób na stacji nie chciała poświadczyć – „nic nie widzieli”. Pracownik Shella, który tankował w tym czasie X5, też nic nie widział…

Jak widać, uderzenie było na tyle beznadziejne, że plastiki wszystkie połamane, zaczepy na lampę, sprzęgło oberwało. Motocykl 30. marca pojechał na oględziny i naprawę do mojego ubezpieczyciela. Trzy dni temu dostałem od nich wiadomość, że nie mogą uzyskać odpowiedzi od ubezpieczalni „drzwiarza”… Podejrzewam więc, że wszystko będzie trwało długo.

Pozdrowionka.”

Przyznacie, że bardzo niefajny scenariusz. Dobrze, że wszystko udało się uchwycić na kamerze monitoringu. My trzymamy kciuki, a jeżeli Wy macie jakieś rady dla Grześka, piszcie w komentarzach.