Najpierw poddał się jeden cylinder, później drugi, ale Honda CB750 dzielnie znosiła lanie.

Nagranie pochodzi z 2016 roku, ale nie było w internecie zbyt popularne, więc chyba nie będziecie mieli nam za złe, że odgrzewamy takiego kotleta? Sprawa, mimo że nie do końca ma sens, jest dość widowiskowa. Otóż pewien Larry na pewnym zlocie motocyklowym postawił sobie za cel, aby poprzez burnout zarżnąć swój motocykl.

Efekt starań Larrego.

Efekt starań Larrego.

Sprzęt to nie byle co, bo przerobiona na choppera Honda CB750 z początku lat 1970. Jak się okazuje, silnik dzielnie przyjmował lanie. Pomimo upalania na wysokim biegu, z kolektorami rozgrzanymi do czerwoności, silnik dalej działał. W końcu poddał się jeden z cylindrów – zauważycie to po utracie czerwonego koloru na jednym z kolektorów. Później poddał się kolejny, ale Honda dalej upalała!

W końcu motocykl stanął w ogniu. Nie wiemy, czy silnik wybuchł, czy poddał się układ paliwowy. Ale Larry podobno odbudował motocykl, tylko po to, żeby na zlocie w kolejnym roku zrobić dokładnie to samo. Sztuka dla sztuki.