Motocykle na targach w Poznaniu – fajnie, ale we Wrocławiu fajniej!

W miniony weekend (4-8 kwietnia) Międzynarodowe Targi Poznańskie gościły Motor Show. W dziale motocyklowym tej imprezy zaprezentowało się 41 wystawców, niemal dwukrotnie więcej niż przed rokiem.

Motor Show to targi ogólnomotoryzacyjne, więc równie oczywistym co smutnym zjawiskiem jest fakt, że motocykle stanowią tu temat poboczny (zupełnie tak samo zresztą jak na innych płaszczyznach świadomości społecznej). Stąd zupełnie inny klimat tego wydarzenia niż niedawnego, stricte jednośladowego Wrocław MotorcycleShow, do którego odruchowo, acz nieco niesłusznie porównywać będę poznańską imprezę.

Duża część topowych marek motocykli, być może przypadkiem, wystawiła się tylko na jednej z imprez. Największe stoisko ze wszystkich producentów miało bowiem nieobecne we Wrocławiu BMW, obecny był również dealer Harleya Davidsona. Fakt że Kawasaki jak zwykle olało targi, przestał już kogokolwiek zaskakiwać, ale w ostatniej chwili wycofało się też Suzuki, zabrakło również Ducati, KTMa i Triumpha – te cztery ostanie tak niedawno stawiły się w komplecie w stolicy Dolnego Śląska. Honor klubu samurajskiego uratowały Honda i Yamaha reprezentowane przez swoich wielkopolskich dealerów.

Za to fajnym smaczkiem była obecność importerów rzadszych, ciekawych marek, jak Moto Guzzi, CR&S czy Victory. Guzzi pokazało na targach niemal wszystkie sprzedawane obecnie modele, w tym nową Californię, łączącą w sobie klimat i design kultowego motocykla o tradycji sięgającej 1971 roku z najnowszymi technologiami (m.in. kontrolą trakcji, bodajże pierwszy raz w historii zastosowaną w cruiserze) – „Cali” nie jest jednakowoż ulepszoną dawną konstrukcją, ale została zaprojektowana od podstaw na nowo. Można było nacieszyć oko nieosiągalnym dla kieszeni zwykłego śmiertelnika, ekstrawagancko-artystycznym CR&S DUU, tym razem srebrnym. Wystawił się też importer Victory, rzadkiej w Polsce amerykańskiej marki cruiserów o charakterze bardziej młodym i mniej dostojnym niż H-D. Są to bowiem maszyny produkowane od lat piętnastu, bardziej z myślą o potrzebujących oderwania managerach z korporacji niż o przeżywających już trzecią młodość statecznych obywatelach.

Być może ze względu na cnotę oszczędności, tak ponoć etosową dla mieszkańców Wielkopolski ;-), dość licznie i kompleksowo zaprezentowały się też skutery oraz marki adresowane do osób poszukujących bardziej ekonomicznych rozwiązań. Zipp, Kymco, Romet, Junak wystawiły szeroką gamę swoich modeli, po kilka skuterów pokazali dealerzy Vespy i Benzera. Junak zaprezentował prototyp Scootera 806, który wejdzie do sprzedaży w maju, a którego przód ewidentnie projektowany był przez nieusatysfakcjonowanego miłośnika Ducati.

Ci, którzy przyszli na targi z myślą o „pomacaniu” oferty odzieży motocyklowej musieli się jednak rozczarować. Z producentów kurtek i spodni wystawiła się w zasadzie jedynie Modeka, swoje rękawice pokazała też Shima, kasków było niewiele więcej. Większe sieci zajmujące się dystrybucją różnych marek pokazały w zasadzie jedynie katalogi, a do pomacania udostępniono… dość pulchne hostessy, z udziałem których odbywały się różne konkursy, co jest nieszablonową, ale nie wiadomo czy skuteczną strategią marketingową. Wśród stoisk z akcesoriami dla motocyklistów pojawił się również polecamy przez MotoRmanię Trasser ze swoją motocyklową aplikacją na smartfony. Wszyscy chętni przy użyciu multimedialnych urządzeń mogą przekonać się, że warto zapisywać swoje podróże i dzielić się nimi ze znajomymi.

Moja podszyta anarchizmem i antykorporacjonizmem dusza cieszy się zawsze z powstawania i sukcesu inicjatyw lokalnych, firm rodzinnych czy kumplowskich, innowacji, dzieł unikatowych, stąd radość z obecności producentów na przykład nietypowych wydechów (Dominator, Kaliński), własnego pomysłu składanych przyczep motocyklowych (MarathonTrailers.eu) albo wytwórcy unikalnych trajek na bazie Harleya czy Goldwinga (WMW Moto Center Jasło) oraz specjalistów od nietypowych akcesoriów do chopperów i i cruiserów (Lidor Poznań). Wielce spodobała mi się kolekcja motocyklowej bielizny „termoaktywnej” zaprezentowana przez Motorcycles Performance Mały HD z Wieliczki. Termoaktywnej, bo na sam widok robi się gorąco (zobaczcie w fotorelacji). Przepiękne, ręcznie robione akcesoria skórzane (oryginalne bransoletki, portfele, ofrędzlone pojemniki na puszkę piwa) oraz niechińskie koszulki, bluzy i kurtki sprzedawali przesympatyczni chłopcy z Ołomuńca w Czechach. Znamy światowe marki i wiemy, co mniej więcej mają do zaoferowania, więc to właśnie zapoznanie się z ofertą takich regionalnych firm jest solą i papryczką targowego gulaszu.

Dwa zespoły ratowników prowadziły pokazy i szkolenia z pierwszej pomocy, włącznie z symulacją wypadku i zdejmowaniem kasku poszkodowanemu, co jest rzadką umiejętnością. Pomiędzy pokazami instruktorzy chętnie prezentowali całą procedurę także pojedynczym osobom, co jest cenną okazją do poćwiczenia na fantomie dla tych, którzy nie lubią uczyć się czegoś na oczach większej grupy.

Miłośnicy customów mogli podziwiać kilkadziesiąt maszyn, wyglądem bliższych często sztuce awangardowej niż mechanice pojazdowej, wystawionych w ramach Custom Festival. Twórcy niektórych, w swej pogoni za tanatyczno-turpistycznymi motywami zapędzili się czasem tak daleko, że ich dzieła są jak bezwłose psy japońskie, tak brzydkie, że aż sympatyczne. Moim faworytem nadal jest steampunkowy Dieselkunst, zaś Alien Trike przyciągnął tym razem przyczepę która po rozłożeniu okazała się być… dwuosobową, romantyczną kanapą utrzymaną w kolorze gustownego lilaróż. No cóż, motocykl to dobra metoda na zawieranie znajomości z dziewczętami, ale żeby tak z miejsca przechodzić do konkretów? ;-)

Jak już wspomniałam, targi poznańskie miały inny kontekst niż wrocławskie, w ogólnym podsumowaniu jednak to impreza dolnośląska wygrywa w większości kategorii. We Wrocławiu było dwukrotnie więcej wystawców, a więc i prezentowanych produktów, reprezentacje nie tylko biznesu, ale także podróżników, sportowców, szkół nauki jazdy, klubów motocyklowych (w Poznaniu tylko jeden klub H-D), ponadto przeogromna ilość atrakcji – rozmowy z ciekawymi gośćmi, pokazy stuntu czy techniki spadania z motocykla, prezentacje mody, obecność kolekcji zabytkowych motocykli czy grup rekonstrukcyjnych. Na scenie bez przerwy coś się działo i dwa dni nie wystarczyły, by zapoznać się ze wszystkim. Nawet katalog został znacznie lepiej i szerzej opracowany, z kompleksową informacją o wystawcach – na MTP trzeba było danych teleadresowych szukać online. Przewagą Poznania były: obecność niepowszednich, a interesujących marek (Moto Guzzi, Victory) i więcej customów w konkursie. Jedyna duża atrakcja nie wypaliła z przyczyn pogodowych – na zawody Giętary nikt się nie zgłosił… Targi sprawiły mi dużą przyjemność, ale w Poznaniu widać było, że salon motocyklowy jest tylko bocznym torem większej wystawy, zaś we Wrocławiu czuło się, że to impreza zorganizowana przez motocyklistów i dla motocyklistów, z rewelacyjną atmosferą świetnej zabawy i wspólnej pasji.

PS. Przeuroczy moment: tata sadza czteroletniego, złotowłosego chłopca na wielkim BMW. Mały, niemal kładąc się na baku, łapie kierownicę i odrzucając ruchem głowy z czoła anielskie loczki pyta poważnie i z podjarką w głosie: Tato, mogę go odpalić? Zajrzałam w błękitne oczęta – ten z pozoru amorek miał w nich szatana! Jeśli dzieci są przyszłością społeczeństw, to nasze ma przed sobą piękną przyszłość :-)

[Od redakcji] Żeby jednak nie było tak uroczo, to na części poznańskich targów pod tytułem VIP NIGHT Motor Show 2013 obecny był inny reprezentant MotoRmanii, Marcin Kukawka. Wydarzenie opisał krótko i dobitnie:

Impreza promowana przez targi jako spotkanie VIP (dyrektorów, prezesów, gości z branży) i mająca na celu promowanie najdroższych i najbardziej ekskluzywnych pojazdów wśród grona potencjalnych odbiorców. Wstęp na taką imprezę kosztował 500 zł (informacja ze strony MTP) i czytając opis wydarzenia można pomyśleć, że będzie się grubo działo. No i można było się grubo pomylić.

Całe wydarzenie z punktu widzenia uczestnika można opisać dość krótko – kilka godzin spędzonych przez większość ludzi w ogromnej kolejce do baru, gdzie polewano za darmo, ale tylko do czasu aż nie skończyły się szklanki. ;) Wiem, oczywiście zaraz ktoś powie, że to nie impreza, która powinna polegać na upajaniu się alkoholem za wcześniej uiszczone 500 zł, tylko na celebrowaniu chwil spędzonych w miłym towarzystwie oraz wśród ekskluzywnych pojazdów. Zgadzam się całkowicie, tylko że nie było za bardzo czego podziwiać! Zaprezentowano (wszystko w ciągu zaledwie godziny) Mercedesa CLA, Rolls-Royce’a i Ferrari oraz dwa motocykle: Harley-Davidsona i BMW K1600GTL. Czego zabrakło? Show o którym pisali w opisie wydarzenia organizatorzy, które to właśnie show miało podobno być atrakcją wieczoru…