Kto jest temu wszystkiemu winny. Dokąd to zmierza. Pochylamy się nad problemem dwóch zakrętów.

Profesjonalizm dziennikarski polega na tym, żeby przedstawiać fakty, a wnioski pozostawiać czytelnikom. Oczywiście nie mówimy o materiałach testowych, które z założenia tworzy się, aby wydać opinię, ale o tak zwanych „newsach”. Publikacja udokumentowanych wypadków motocyklowych, w naszej ocenie ma dużo sensu. Nie traktujemy tego jak tanią sensację, która powoduje wzrost wejść na portal. Wierzymy, że warto to robić ku przestrodze. To pobudza wyobraźnię. Powoduje, że wielu z nas po prostu w niektórych miejscach jeździ wolniej. Jędrzejak na portalu ponownie wykonał dobrą dziennikarską robotę – opublikował notatkę o ostatnim wypadku na „Chabówce”, stosując się do dobrej tradycji BBC polegającej na unikaniu przymiotników. Ale w końcu, w komentarzach padło pytanie do nas: „MotoRmania, a co wy uważacie na temat tej sytuacji”…  Temat „Chabówki” przewija się tak często, że chyba rzeczywiście najwyższy czas, aby się do niego odnieść.

OSTATNI WYPADEK

Nie znam szczegółów, ale wygląda na to, że wypadek, który ponownie rozkręcił aferę wokół „Chabówki” nie wydarzył się na zakręcie. Podobno był to żałosny efekt braku umiejętności jazdy na jednym kole. To się mogło wydarzyć wszędzie, więc w szerokopojętym kontekście „Chabówki” nie ma to większego znaczenia. Jeżeli nie ogarniasz gumy i robisz ją na dużej prędkości pomiędzy samochodami, to trzeba ci zabrać kluczyki od maszyny, a potem przyłożyć z liścia.

Polska jest kopalnią czołowych stunterów. Wszędzie są jakieś odosobnione miejscówki, gdzie można ćwiczyć w miarę bezpiecznie jazdę na kole. Nie ma dla ciebie usprawiedliwienia, jeżeli w dużym ruchu robisz coś czego wcześniej nie dopracowałeś do perfekcji. Narażasz życie swoje, innych, a całe środowisko motocyklowe jest później napiętnowane. Ale z „Chabówką” nie ma to nic wspólnego – oprócz tego, że prosta na której „ambicja naszego bohatera przerosła jego umiejętności” znajdowała się zaraz za zakrętami. Tą sprawę zostawiamy.

LUBIĘ ZAPIERDALAĆ…

No jasne… Wszyscy lubimy. Tak się składa, że piszę ten materiał z kolejnego turnusu MotoRmania Los Cojones Trening Camp, gdzie staramy się szybko jeździć. Nagle okazuje się, że chociaż wszyscy „lubimy zapierdalać”, a często przyjeżdżają tu osoby, które już się ścigały, ciągle nie potrafimy wykonać podstawowych manewrów. Pozwolę sobie jeszcze raz podkreślić : PODSTAWOWYCH.

Wiedza ogólna Kowalskiego na temat prowadzenia motocykla w sposób sportowy jest w zasadzie ZEROWA. Więc zasadniczy problem polega na tym, że „lubimy zapierdalać”, nosimy takie hasła na bluzach, ale nie potrafimy tego robić. Niestety nie zdajemy sobie sprawy, że nie potrafimy, bo nasi koledzy też nie potrafią, a na ich tle może nam się wydawać, że jesteśmy świetni. Przez ostatnie trzy lata w każdym wyścigu Mistrzostw Polski, który udało mi się ukończyć zdobywałem miejsce na podium. Zdarzyło się też, że linię mety mijałem jako pierwszy. Dlatego uważam, że mam rzetelne podstawy do wydania takiej opinii, w szczególności po pracy szkoleniowej z setkami osób, z których większość uważała się za niezłych motocyklistów.

Polski motocyklista robi tysiące kilometrów rocznie bezpiecznie dojeżdżając z miejsca A do miejsca B. Nie ma to jednak związku z jakąkolwiek umiejętnością jazdy sportowej. Ilość sezonów „za pasem” nie ma tu żadnego znaczenia. Dlatego nasi początkujący koledzy nie mają się od kogo uczyć, nie mają wzorców, nie wiedzą co jest sportowym obciachem, a co nie. Nie mamy żadnej wiedzy związanej z szybkim prowadzeniem motocykla.

CHABÓWKA BLUES

Ponieważ polskie środowisko motocyklowe jest środowiskiem, które dopiero tworzy swoje podstawy kultury motocyklowej, to w decydującej większości nie wie, że nie potrafi jeździć na motocyklach (nie dotyczy polskich stunterów, gdzie poziom jest wybitny, żużlowców których niesłusznie nie uważa się za motocyklistów oraz wąskiej grupy z innych sportów motocyklowych).

Ponieważ nie wiemy, że nie potrafimy jeździć, części z nas może się wydawać, że „wyczynowa” jazda po dwóch zakrętach na ruchliwej drodze ma jakiś sportowy sens. Jeżeli to prawda co słyszałem, że podobno tam się nawet mierzy czas i „Chabówka” ma jakichś „mistrzów”, to poziom patologii jest przerażający. Naprawdę? Czas przejazdu przez dwa zakręty?

Dobrze… Z filozoficznego punktu widzenia wszystko, co sprawia komuś przyjemność, ma sens. Jednak pod względem sportowym to kompromitacja naszego środowiska i papierek lakmusowy pokazujący w jakim punkcie znajduje się nasza kultura motoryzacyjna. A porównywanie w komentarzach „Chabówki”, czyli dwóch zakrętów na ultra ruchliwej zakopiance, z Wyspą Man, czy Mulholland Drive to już poważny dryft w opary absurdu. Argumenty o braku kasy na jazdę na torach też nie są intelektualnie rzetelne. Dzisiaj za 100-150zł można spędzić kilka godzin na torach kartingowych. Entuzjaści „Chabówki” mają chociażby Motopark Kraków. To nie jest idealne rozwiązanie, ale ma tysiąc razy więcej sportowego sensu niż „Chabówka”.

DEBILE?

Nie będę jednak wyzywał kolegów motocyklistów z „Chabówki” od debili, bo po pierwsze nimi nie są, a po drugie sam w życiu zrobiłem niejedną motocyklową głupotę, która mogłaby zdominować żółty pasek w TVN24 co najmniej przez tydzień. Po drugie to nie do końca ich wina, że robią to co robią, niesieni motocyklowymi emocjami. Są ofiarami naszej narodowej ogólnej niskiej wiedzy o sportowej jeździe na motocyklu.

Winę za zachowanie kolegów na „Chabówcę” ponoszę między innymi ja i wiele osób mających wpływ na tworzenie kultury motocyklowej w Polsce.  Nie zmieniamy naszej motocyklowej świadomości wystarczająco szybko. To, że jeszcze nie uświadomiliśmy kolegom z „Chabówki”, że pod względem sportowym jazda tam jest zwykłym obciachem i kompromitacją, to nasza ogromna porażka. Dlatego, w swoim imieniu i imieniu redakcji MotoRmanii chciałem serdecznie przeprosić całą Motocyklową Społeczność.

Na pocieszenie dodam, że coś poważnie drgnęło. Dwa lata temu zaczęliśmy promować jazdę na pit bikach. Dzisiaj zainteresowanie pit bikami eksplodowało, a zrozumienie tego ile daje tego typu trening rośnie lawinowo. Tworzy nam się nowa grupa motocyklistów o wysokich umiejętnościach. Prowadzimy treningi na Kayo miniGP, a rok temu rozpoczęliśmy akcje dla dzieciaków. Kupiliśmy dla dzieci motocykle, kombinezony, kaski… Staramy się jak możemy, aby wychować nowe pokolenie kompetentnych motocyklistów. Jak widać nie jesteśmy jeszcze wystarczająco skuteczni, ale przecież nie od razu „zakopiankę” zbudowano.

TO CO Z TĄ CHABÓWKĄ?

Dla jasności, uważamy, że obciach i kompromitacja to traktowanie „chabówki” jako wyzwanie sportowe – czyli jeżdżenie tam w sposób, który powoduje maksymalne zbliżenie do granic przyczepności motocykla i balansowanie na granicy naszych własnych umiejętności.

Natomiast absolutnie popieramy „chabówkową społeczność motocyklową”, która jeździ tam dynamicznie, ale z zachowaniem stosownych do jazdy na drodze marginesów bezpieczeństwa. Po to mamy motocykle, aby poczuć przyjemność złożenia maszyny w zakręcie. Płynny przejazd z jednego złożenia w drugie jest jednym z najprzyjemniejszych uczuć jakiego doświadczamy. To kwintesencja emocji motocyklowych.

Dlatego jeździjcie na „Chabówce” na wysokim, a nie niskim biegu, płynnie prowadząc motocykl, składając go jednak na tyle, aby zachować stosowny margines bezpieczeństwa. I odpowiedni dystans do samochodów. Na tej i na każdej innej drodze z dobrym asfaltem i zakrętami można jechać dynamicznie, ale bezpiecznie. Natomiast jazda sportowa po dwóch zakrętach na zakopiance jest tylko tworzeniem niebezpiecznych sytuacji i nie ma najmniejszego sensu sportowego. Zrozumiesz to kiedy przeniesiesz się z „Chabówki” na tor, gdzie ekipa jadąca rekreacyjnie będzie ci wklejać po 10 sekund na okrążeniu.

Ale ludzie w Polsce przestaną to robić dopiero, kiedy stanie się to obciachem ogólnym. Dzisiaj niestety dla wielu kumpli są jeszcze bohaterami, bo ci kumple nie wiedzą jaki poziom groteski sportowej podziwiają i filmują z pobocza.

zdjęcie z FB Patelnia Chabówka
autor: Marcin