Podwyższenie limitów prędkości, zniesienie obowiązku używania pasów czy odbywania kursu na prawko, czy obowiązek zamontowania sekundników przy sygnalizacji świetlnej… Przyjrzyjmy się bliżej kilku bardziej lub mniej oszałamiającym propozycjom!

Jakiś czas temu myślałem, że większego bubla niż Ustawa o kierujących nie można stworzyć. Okazuje się jednak, że pomysły mają Polacy jeszcze bardziej szalone. Po otrzymaniu informacji o propozycjach pana dr. Marka Migalskiego z PJN oszalałem… i postanowiłem poświęcić wieczór, aby napisać kilka uwag do autora „dziesięciu postulatów dotyczących proponowanych zmian w kodeksie drogowym”. Aha, rozwinięcie skrótu PJN to Pozwólcie Jeździć Normalnie.

Postulat 1: Zniesienie, na wzór niemiecki, limitu prędkości na autostradach. Uzasadnienie: Limity prędkości byłyby na autostradach jedynie w miejscach, gdzie jest to konieczne (np. przy zjazdach, niebezpiecznych miejscach, przebudowach itp.). Poza tymi miejscami – bez limitów, jak w Niemczech.

Ten pomysł można chyba spokojnie nazwać marketingowym chwytem i to całkowicie oderwanym od rzeczywistości. Pamiętam z zamierzchłych czasów podobną sytuację, kiedy zlikwidowano w Polsce „malowane zielone strzałki” tłumacząc, że w Niemczech i UE nie ma prawa być takich strzałek. Krótko po tym jak u nas malowane (przez to również tanie) strzałki zniknęły z ulic, pojawiło się ich mnóstwo u naszych zachodnich sąsiadów i są tam do dnia dzisiejszego. Odnośnie prędkości na autostradach to właśnie Niemcy obecnie wprowadzają coraz więcej ograniczeń, wyświetlają je na tablicach świetlnych w zależności od warunków atmosferycznych, natężenia ruchu i wielu innych czynników, które mają związek z bezpiecznym poruszaniem się po drogach.

Czy ograniczenie prędkości na autostradzie do 140 km/h jest tak dużym problemem dla kierujących? Mamy tak niewiele dróg o standardzie autostrady, że jadąc kilkaset kilometrów przez Polskę i tak uzyskujemy średnią prędkość rzędu 60-70 km/h. Zatem co zmieni umożliwienie jednostkom poruszanie się z dużą większą prędkością? Warto też przypomnieć, że nasze autostrady budowane są na tzw. minimum, czyli mają być minimum 2 pasy ruchu w każdym kierunku – to są. Przy dużych prędkościach, znacznie przekraczających 140 km/h (czyli bez limitów) może się okazać, że kierowca ciężarówki zmieniający pas ruchu pomimo najszczerszych chęci nie zauważy np. motocyklisty pędzącego przysłowiowe 300 km/h, a ów motocyklista nie będzie miał trzeciego pasa (tak jak to bywa w przytoczonych Niemczech) do uniknięcia kolizji lub spokojnego wyhamowania.

Zatem postulat nr 1 uważam za zwyczajny chwyt marketingowy PJN.

Postulaty 2, 3 i 4 dotyczącą podwyższenia dopuszczalnych prędkości na drogach do 130 km/h na drogach ekspresowych, 100 km/h poza obszarem zabudowanym w godz. od 5:00 do 22:00 i 110 km/h w godzinach od 22:00 do 5:00 oraz do podwyższenia prędkości na obszarze zabudowanym do 55 km/h w godzinach od 5:00 do 22:00, zaś do 70 km/h w pozostałym czasie. Autor uzasadnia swoje propozycje zmniejszonym ruchem drogowym w tym czasie, brakiem pieszych, itp.

Sformułowanie w uzasadnieniu, że zwiększenie prędkości w nocy „nie powinno” zwiększyć liczby wypadków samo przez się sugeruje, że autor nie ma wiedzy w tym zakresie i tylko gdyba o tym co być może.

Ja uważam, że po pierwsze rozgraniczanie dopuszczalnych prędkości w zależności od pory dnia, ustalonych godzin i jeszcze jakiś innych ewentualnych czynników to wprowadzanie zamieszania do przepisów. Wielu naszych kierowców nie potrafi zapamiętać i ułożyć sobie w głowie kilku podstawowych zasad obowiązujących obecnie. Po co zatem komplikować cały system jeszcze bardziej. Do tego co z tego, że w nocy jest mniejszy ruch i potencjalnie mniej pieszych, skoro są oni gorzej (o ile w ogóle) widoczni i wzrok każdego z nas „działa” też znacznie gorzej (jesteśmy m.in. podatni na zjawisko oślepiania co sprawia, że wówczas nie widzimy prawie nic na drodze).

Ograniczenia prędkości nie powinny wynikać z tego, co się komu wydaje. W Polsce przyjęło się w tym zakresie przekrzykiwać mniejszymi lub większymi liczbami dotyczącymi ograniczeń prędkości. W krajach o wyższej kulturze motoryzacyjnej i większej świadomości społecznej w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego tłumaczy się kierowcom, że pojazd poruszający się z prędkością np. 100 km/h pokonuje blisko 30 m/s, co za tym idzie jeżeli czas reakcji kierowcy to około 1 sekunda, czas na który został oślepiony przez inne auto to również około 1 sekunda itd. to często kierujący przejeżdża kilkaset metrów jadąc „na czuja”. Wraz ze wzrostem prędkości wzrasta znacząco energia kinetyczna pojazdu. Co za tym idzie zwiększa się też droga zatrzymania pojazdu (droga zatrzymania = czas reakcji + czas uruchomienia układu hamulcowego + droga hamowania). Mając to na uwadze, wiele krajów obniża prędkość w ruchu miejskim do 40 km/h, dbając m.in. o niechronionych użytkowników dróg (patrz: motocykliści, rowerzyści i piesi).

Wykonajcie prosty eksperyment (zachęcam również Pana Migalskiego) – rozpędźcie motocykl lub samochód do prędkości 50 km/h i we wcześniej wyznaczonym miejscu rozpocznijcie awaryjne hamowanie – najlepiej jak potraficie. Oznaczcie miejsce, gdzie zatrzymał się pojazd. Kolejny raz, w tym samym miejscu, rozpędźcie pojazd do 70 km/h i znów rozpocznijcie hamowanie od tego samego miejsca. Okaże się, że zatrzymacie się dwukrotnie dalej, zaś w miejscu, gdzie przy hamowaniu z prędkości 50 km/h pojazd już się zatrzymał, wy będziecie mieć prędkość rzędu 40-50 km/h (przy tej drugiej próbie). Co z tego wynika? Jedziecie 50 km/h i wybiega na drogę dziecko. Hamujecie awaryjnie i zatrzymujecie się tuż przed nim. Obok Was jechał ktoś niewiele szybciej – „tylko” 70 km/h. Uderzy w to dziecko z prędkością 50 km/h, a konsekwencji chyba nie muszę opisywać.

Postulat 5 – zniesienie obowiązku używania pasów bezpieczeństwa, , z wyjątkiem pasażerów do 18. roku życia.

Cóż powiedzieć? Zarówno sam postulat jak i jego uzasadnienie są absurdalne. Pasy od chwili ich wprowadzenia uratowały miliony żyć ludzkich. Nie tylko przy dramatycznych w skutkach, poważnych wypadkach, ale również przy stłuczkach z prędkościami rzędu 20-30 km/h. W chwili zderzenia z jakąkolwiek przeszkodą pojazdem jadącym 50 km/h ciało ludzkie (oraz każdy inny przedmiot we wnętrzu) w chwili zderzenia waży około 40-krotnie więcej – tak! Osoba ważąca 50 kg w chwili takiego zderzenia waży 2 tony. Jeżeli nie zapnie pasów nie tylko zrobi krzywdę sobie, ale również może doprowadzić do okaleczenia lub śmierci współpasażerów. Zapinanie pasów to nie tylko kwestia egoistycznego podejścia do świata, który nas otacza. Ktoś kiedyś wyliczył, że śmierć w wypadku drogowym jednej osoby (czyli akcja ratownicza, uszkodzenia, to że nie wypracuje określonych środków dla państwa, często długie leczenie zakończone niestety śmiercią… ) kosztuje państwo około 1 mln złotych. Zatem co tu dużo gadać. Mamy podobno kryzys i nas na to nie stać! A już tak marginalnie, to pomysłodawca chyba postradał zmysły przy tworzeniu postulatu nr 5!

Postulat 6 – dopuszczenie używania tzw. „antyradarów”.    

W zakresie używania antyradarów muszę wyjątkowo (w porównaniu do poprzednich spostrzeżeń) zgodzić się z panem Migalskim. Szczególnie mając na uwadze traktowanie penalizowania za przekroczenia prędkości, jako swego rodzaju źródło zarobkowania dla wielu gmin w Polsce.

Postulat 7 – czyli obowiązek montażu zegarów wskazujących czas do zielonego światła oraz czas jaki pozostał na przejechanie przez skrzyżowanie.

Pomysł fajny, ale pytanie czy skuteczny. Bywam często w Toruniu, tam takie liczniki znalazły się na wielu skrzyżowaniach, a i tak większość kierowców rusza w okolicach 7-10 sekundy od zapalenia zielonego światła. Przy okazji czy to nie jest pomysł na biznes? Gdyby taki przepis wszedł w życie, to nic tylko przebranżowić się na produkcję liczników-zegarów do sygnalizatorów! ;)

Postulat 8 – zniesienie, na wzór amerykański, konieczności odbywania obowiązkowego kursu przed egzaminem na prawo jazdy.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że patrzę subiektywnie na tę kwestię, bo prowadząc szkołę jazdy stracę w ten sposób wielu klientów. Oczywiście, żeby sprawa była jasna, uważam, że szkolenie prowadzone przez PROFESJONALNYCH instruktorów ZNAJĄCYCH się na tym co robią, jest konieczne. No i niestety występuje deficyt tych profesjonalistów znających się na rzeczy – dlatego szkolenie wygląda często tak, że można tylko zapłakać.

Popatrzcie jednak na cały pomysł trochę inaczej. Zastanówcie się tak po cichu i tylko dla siebie, jakimi kierowcami są Wasi sąsiedzi, współpracownicy i inni, z którymi się spotykacie. Na pewno znacie kogoś, z kim boicie się wsiadać do samochodu – prawda? I chcielibyście, żeby oni uczyli swoje dzieci tego samego, co sami prezentują na drodze?

Postulat 9 – podwyższenie kar oraz liczby punktów karnych za jazdę lewym pasem.

Zgadzam się całkowicie (to już chyba drugi raz), że należy karać za to surowo. Ale w takim razie trzeba tylko nakłonić Policję do zajęcia się sprawą – myślę, że w tym zakresie zmiana przepisów nie jest konieczna, bo mówią wyraźnie jak powinno się jechać na drodze o kilku pasach ruchu w jednym kierunku.

Postulat 10 – zniesienie zakazu rozmów przez telefon komórkowy w czasie jazdy.

W tym przypadku sam nie wiem, czy się zgodzić czy też nie? Jednak wybieram tę opcję, że nie zgadzam się z pomysłodawcą i poszedłbym w innym kierunku. Rzeczywiście w moim odczuciu rozmowa przez zestaw głośnomówiący czasem bardziej rozprasza, niż trzymanie słuchawki w ręku – pewnie każdy z Was kiedyś doświadczył wątpliwej jakości rozmowy przy wykorzystaniu zestawu. Jednakże doświadczenia i badania prowadzone w wielu krajach pokazują, że nie jest ważne w jaki sposób korzystamy z telefonu, ale sam fakt, że korzystamy. Posłużę się przykładem, który często używam podczas kursu prawa jazdy. Wyobraźcie sobie, że do kierowcy (chłopaka) dzwoni jego dziewczyna i komunikuje mu, że go rzuca. I co – on natychmiast przestaje myśleć o tym, co robi za kierownicą, rozprasza się i do wypadku bardzo blisko. Zatem może należy rozważyć wprowadzenie całkowitego zakazu prowadzenia rozmów podczas jazdy? Wyobraźcie sobie, że jest w naszym kraju coraz więcej firm (dużych korporacji posiadających floty liczące po kilkaset aut), które we własnych regulaminach zabraniają korzystania z telefonów podczas jazdy.

I na koniec mój prywatny postulat – czyli 11.

Aby poprawić ruchu drogowy w naszym kraju, poprawić bezpieczeństwo i spowodować, że jazda stanie się przyjemnością, wystarczy czasem trochę kultury na drodze, utrzymywania większych odstępów i częstszego spoglądania w lusterko, czy nie nadjeżdża motocyklista. Realizacja postulatu nr 11 zależy od nas wszystkich!

Szerokiej drogi!

P.S. Tych którzy boją się zrealizować opisany przeze mnie eksperyment dotyczący hamowania, zapraszam 21 września 2013 na szkolenie, które poprowadzę w Toruniu – właśnie postanowiłem, że zrobimy krótki pokaz! Będzie się działo!