Przedzakupowa jazda próbna motocyklem od zawsze budzi wiele emocji. Czy właściciel powinien udostępnić kupującemu jednoślad? Udostępnić kluczyki to pod zastaw dokumentu czy gotówki? Wystarczy zaliczka, czy pełna kwota?

Sytuacji przyjrzała się ekipa programu „Złodzieje” na TVN Turbo. „Fryzjer” zadzwonił pod przypadkowe ogłoszenie motocykla, który sprzedawany był przez kobietę. Na miejscu wzbudził jej zaufanie i poprosił o jazdę próbną. Kobieta – słusznie zresztą – postawiła warunek zastawu. Fryzjer zaproponował kluczyki od samochodu, który już na pierwszy rzut oka jest więcej wart, niż motocykl. Co może pójść źle?

Wygląda na to, że odtwarzanie filmu w witrynach zostało zablokowane. Obejrzycie go na YouTube.

Jak się później okazało (w ramach całego przedstawienia), samochód też był kradziony. W efekcie motocyklistka została bez motocykla i z problemem w postaci posiadania kluczyków do kradzionego auta.

Oczywiście można przyczepić się, że scenariusz ustawki jest mocno naciągany tu i ówdzie, ale przesłanie programu „Złodzieje” jest jasne. Celem jest przekazanie „wkręconej” osobie oraz wszystkim widzom, że warto zabezpieczać się na różne sposoby i mieć oczy dookoła głowy. Zresztą film ma teraz swoje pięć minut w internecie, a więc misja wykonana skutecznie!

W takim razie, według Was, w jaki sposób podejść do sprawy przedzakupowej jazdy próbnej z pozycji właściciela motocykla? Na miejscu, w trakcie negocjacji, kupujący może wydawać się sympatyczny, a więc może żądanie gotówkowego zastawu może okazać się niezręczne. Poza tym przy sprzedaży i negocjacji pojawiają też silne emocje, a rozsądek często schodzi na drugi plan. Może więc kulturalnie przedstawić warunki na samym początku rozmowy, albo jeszcze przez telefon? Warto też zawsze być w towarzystwie zaufanej osoby.

No i główne pytanie. W zastaw żądać dokumentu, samochodu, pełnej kwoty, czy tylko części wartości motocykla? Dajcie znać, jakie jest Wasze zdanie.