Jedziesz z kolegami na motocyklach, przejeżdżacie przez most i wtedy zauważasz w lusterku, że na Kawasaki kolegi nie ma już kolegi. Motocykl jedzie sam. Niemożliwe? A jednak taka sytuacja miała miejsce pod koniec kwietnia w Trójmieście.

Gdy Rafaello zauważył, że za nim wydarzyło się coś niedobrego, zatrzymał się na skraju drogi. Ledwo zdążył zejść z motocykla, a należące do kolegi Kawasaki ZX-9R pełną szarżą leciało prosto w niego. Na szczęście straty udało się ograniczyć jedynie do kontaktu motocykla z barierką.

Na pewno zauważyliście, jak długo Rafaello ociąga się ze zdjęciem rękawic, wyciągnięciem kluczyków i tak dalej. „Oburzające, przecież powinien biec na pomoc koledze” – mogłoby się wydawać, prawda? Na filmie tego nie widać, ale inni koledzy już udzielali mu wtedy pomocy. Na szczęście skończyło się tylko na ogólnych obiciach.

Pozostaje pytanie, dlaczego jeździec w ogóle spadł z konia? Być może uślizg, utrata kontroli i wysiadka z siodła po najechaniu na dylatację pomiędzy jezdnią i wiaduktem?

AmigoAlek, dzięki za cynk!