Kolejna historia z serii motocyklista kontra kierowca SUVa. Tym razem jednak wina tego większego nie jest taka oczywista… Ciekawa droga nad brzegiem jakiejś sporej wody, ładne widoki, pasjonujące zakręty, motocyklista wyprzedza… Nagle z naprzeciwka nadjeżdża BMW „mam dużego, czarnego SUVa” X5. W ślepym zakręcie przekracza linię ciągłą i mało brakuje, żeby wpadł w motocyklistę. Ten też nie jest bez winy, bo niewiele myśląc, również wyprzedza w ślepym zakręcie (do tego jadąc z pasażerem!). W przeciwieństwie do puszkarza, kierowca Z1000 został na własnym pasie… Co o tym wszystkim sądzicie?