Jedna dyscyplina – tak wiele sposobów na odnalezienie się. Im więcej dróg i sytuacji do sprawdzenia samego siebie, tym więcej rodzi się pytań. Przeczytajcie kilka słów od Ewy na temat życia stuntera oraz treningu driftu!

Jaki styl obrać, jakich trików się uczyć, w jakiej kolejności? Iść drogą istniejącego już nurtu czy dać się porwać kreatywności? W jakim stopniu możliwa jest tu kreatywność i wyznaczanie nowych trendów? Kiedy, dlaczego, jak, po co…? Można by tak w nieskończoność.

Stunt rozwija się w niesamowitym tempie. Obiegając świat skupia dzielnych wojowników pracujących nad idealnymi przejazdami pod kątem zawodów, wspaniałych showmanów, czy stunterów zmagających się z kolejnym trikiem na swoich spotach. Czasem zaskoczy mieszanką wybuchową – czyli wszystko w jednym. Doskonale wiemy, jak ciężko jest być aktywnym w 100%. Udzielać wywiadów do których jest się zapraszanym, utrzymywać kontakt z fanami, prowadzić swoje strony w sieci, współpracować z mediami, pracować nad własnymi klipami, organizować sesje zdjęciowe, podróżować, organizować wyjazdy, naprawy motocykla, a przy tym wszystkim mieć czas na regenerację sił, prowadzenie ogniska domowego, leczenie kontuzji, a gdy przyjdzie zima znaleźć chwilę na założenie ciepłych kapci i zaszycie się pod kocykiem. Stop! Ciepłe kapcie i regeneracja odpada! Taki tryb życia eliminuje wszelkie luksusy. Wybieramy to co konieczne, nasze ciało odpoczywa wtedy, gdy daje już nadzwyczaj wyraźne sygnały, że… MA DOŚĆ!

Jedni trenują w samotności, inni licznymi grupami. Każdy z nas jest inny. Dlatego życie jest tak szalenie ciekawe. Możemy się wiele nauczyć od ludzi wokół nas, bądź sami być inspiracją dla nich. Poprzez to, co robimy, jak działamy, jakie triki wybieramy, możemy wyrażać samych siebie. Mieć u swojego boku ludzi, z którymi podzielimy swoje pasje i wierzyć w siebie z całych sił każdego dnia.

Co teraz? Z jaką sztuczką się zmierzyć? Wybrać techniczny trik, odnaleźć się na scenie motocyklowych akrobacji czy pokusić się o dziką agresję? Jak rozpocząć naukę? Spokojnie. Na wszystko przyjdzie czas.

Czas na kilka słów o driftowaniu stuntową bestią. I choć gra słów kładzie większy akcent na bestię, w rzeczywistości to drift jest bardziej przerażający. Nieprzewidywalny, agresywny, głośny, podstępny, pożerający opony, hektolitry paliwa i w dużej mierze klatkę motocykla (choć oczywiście zdarzają się dzwony dewastujące spory procent całej maszyny, nie mówiąc już o kaskaderze). Tak, te przymiotniki zdecydowanie pasują do określenia tego triku. Nauka kontrolowanego poślizgu wymusza zdecydowane odkręcanie manetki gazu w odpowiednim momencie i w odpowiednich dawkach. Oczywiście po ustawieniu maszyny pod właściwym kątem nachylenia względem nawierzchni. A kiedy już ta pozycja motocykla powoduje styczność krawędzi tylnej opony z nawierzchnią, puszczenie klamki sprzęgła i odkręcenie manetki gazu. Synchronizacja przez duże S! Pochył, sprzęgło, gaz. Wejście w drift i wyjście.

Wszystko to wymaga nie lada wysiłku. Podnoszenia maszyny z każdą nieudana próbą i niedopuszczenie do highside’a – który często dopada nawet doświadczonych motocyklowych drifterów. Próbować, próbować, próbować! Uczyć się na błędach i się nie poddawać. To jedyna recepta. Ja ten etap mam już za sobą. Wszystkim rozpoczynającym naukę motocyklowego driftu życzę powodzenia!

Różowe buziaki i zapraszam na ewapieniakowska.plfacebook.com/ewapieniakowska, oraz instagram.com/ewapieniakowska!