Faceci też mają uczucia, a wszyscy motocykliści, których znam, to normalni ludzie…

„Łatwopalni” – powieść motocyklowo-psychologiczna o trudnych relacjach, pogmatwanej przeszłości i uciekaniu od niej na motocyklu – była recenzowana już na naszym portalu. Wkrótce ukaże się też „Przebudzenie”, druga z planowanych trzech części. Z autorką cyklu, Agnieszką Lingas-Łoniewską, rozmawia Monika Pacyfka Tichy

- Skąd się wzięły motocykle w Twoim życiu?

- Mój mąż miał motocykl, potem go sprzedał, przyszedł czas na założenie rodziny i zakup auta rodzinnego… Ale cztery lata temu latwopalni-OKLADKAznów kupił motocykl i zaczął się spotykać z innymi motocyklistami, wspólnie z nimi wyjeżdżać itd. Na początku trochę byłam przeciwna, nie chciałam jeździć jako pasażer – sama mam prawo jazdy tylko na auto – ale kupił te wszystkie ubrania i mnie przewiózł i wtedy mi się to spodobało. Jeździ na zlot w Bielawie, który jest opisany w książce, różne inne imprezy, bierze udział w akcji mikołajkowej. Mam też innych znajomych-motocyklistów, to jest fajny styl życia i fajna filozofia. Oczywiście mówię o ludziach odpowiedzialnych, nie o wariatach którzy na ścigaczach szukają na każdym zakręcie śmierci, ale radości życia. Jarek, bohater powieści, pasował mi do tego profilu, no i jest podróżnikiem, a motocykl to najlepszy pojazd do takiej podróży i dodaje też pewnego smaczku: fajny przystojny facet na motocyklu, długie włosy i w ogóle. Ponadto jestem fanką serialu Sons of Anarchy i postać Jaksa mnie w pewnym stopniu inspirowała. Od mojego męża dowiedziałam się, jakim motocyklem mógłby taki człowiek jak Jarek jeździć, jak to jest na zlotach, od męża wzięłam także wygląd: długie włosy i tatuaż – motocykl wyjeżdżający spod skóry.

- To się czuje, czytając książkę, że pisana ona jest z perspektywy nie motocyklistki, nie motocyklisty, ale kobiety kochającej motocyklistę. Tymczasem wiele pań nie toleruje motocyklowej pasji swoich mężczyzn. Najczęściej spotykam się z sytuacjami, że partnerka nie chce brać w tym udziału bądź wręcz próbuje, czasem skutecznie, wymusić rezygnację z pasji która wymaga czasu, pieniędzy i jest uważana za ryzykowną dla życia. A jak już związek dojdzie do etapu małżeństwa i dzieci to często robi się zupełna masakra – nie, nie wolno, zabijesz się itd. A Ty wręcz przeciwnie. Co dla Ciebie jest takiego pociągającego w motocyklistach?

- Wychodzę z założenia, że to jest swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa, w którym człowiek znajduje taki swój obszar, gdzie się oczyszcza, realizuje. Ja to odnalazłam w pisaniu, a mój mąż w motocyklach. Dlaczego ja miałabym mu ograniczać to, co sprawia mu przyjemność? Tak samo on nie powinien ograniczać mnie, chociaż mógłby argumentować, że przez okres pisania książki jestem nieobecna w życiu rodziny. Tak nie można robić. Jeśli facet jest odpowiedzialny i robi to z głową, jeśli nie ryzykuje, nie naraża siebie i innych, jeśli nadaje się do tego by jeździć na motocyklu, jeśli mu to sprawia radość, jeśli to jest jego sposób na życie, metoda na odreagowanie i oderwanie się od rzeczywistości, to ja nie widzę powodu, dla którego miałby tego nie robić.

Te kobiety, które są tak mocno przeciwne, pewnie w ogóle nigdy nie jeździły, więc zachowują się trochę na zasadzie: „nie lubię ostryg” – „a próbowałeś?” – „nie, przecież nie lubię”. To jest demonizowanie na siłę, na odległość, krytykowanie bez dotykania tematu. Normalni ludzie tak nie postępują. Nasze mamy, moja i męża, na początku też miały wątpliwości, a potem się pogodziły, widzą, że lata mijają, a my nadal żyjemy. Trochę je rozumiem, bo mój syn który ma 18 lat i robi prawko na samochód, ma w planie też motocykl i też się o niego martwię, to jest normalne u rodzica, ale wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi. Jak się coś ma stać, to i tak się stanie i nie można popadać w przesadę, bo byśmy w ogóle z domu nie wychodzili.

Sama bym się bała jeździć motocyklem, w aucie czuję się pewniej.

- Ale lubisz jeździć jako pasażerka?

- Tak, na początku byłam spięta, kręgosłup mnie bolał, a potem nabrałam wprawy, jest to fajne uczucie. Wkurzają mnie niektórzy kierowcy w ruchu miejskim. Ja w aucie zawsze uważam, patrzę w lusterka, zjeżdżam żeby ułatwić, a niektórzy są chamscy, utrudniają przeciskanie się w korku, chyba swoje kompleksy odreagowują w ten sposób. „Sam nie wsiądę na motocykl, bo jestem gruby”.

- No to niech sobie kupią Goldwinga. Nie ma za grubych ludzi, tylko dla niektórych trzeba dobrać większy motocykl. :-) A czym jeździ Twój mąż?

- Agnieszka-z-mezem-na-HornecieMa Hondę Hornet, ale kończy 44 lata i rozgląda się za jakimś chopperem. :-) Syna interesują bardziej sportowe maszyny, ale mam nadzieję, że jak już to prawko zrobi, to może się mu trochę odmieni, nie ma co się nastawiać negatywnie, zobaczymy jak będzie się zachowywał jako kierowca auta. Chciałabym też wejści bardziej w środowisko motocyklowe, być w grupie, przyjrzeć się jej i spróbować potem to opisać.

- Czyli motocykliści powinni uważać co mówią w Twojej obecności, bo cokolwiek zrobią lub powiedzą, to wszystko może potem znaleźć się w książkach? :-)

- Hehe, tak! :-) Ukaże się też jeszcze jedna moja książka, której akcja dzieje się w Stanach – podobnie jak w Sons of Anarchy, jest tam gang motocyklowy, ale też miłość i romans. No i te wszystkie klimatyczne szczegóły, skórzane kamizelki i tak dalej. Zaś Jarek, bohater „Łatwopalnych”, jest normalnym facetem, który w motocyklu znalazł ucieczkę od swoich problemów.

- No właśnie, bardzo mnie to cieszy, że pozytywny bohater jest motocyklistą, wbrew dość powszechnemu stereotypowi, z którym wielu z nas się spotyka – że motocykliści to samobójcy stwarzający zagrożenie dla siebie i innych…

- Wszyscy motocykliści których znam, to są normalni ludzie, nie wariaci, nie wyjeżdżają na drogę szukać śmierci, ale ucieczki od codzienności – na co dzień pracują, realizują się w swoich zawodach, a motocykl jest dla nich takim wentylem bezpieczeństwa, na którym można uciec od frustracji dnia i łyknąć trochę szaleństwa. Inni ludzie zapewniają to sobie upijając się co weekend, a motocykliści – robiąc rundkę na przykład wokół miasta.

Właśnie, Jarek miał wypadek samochodowy i zrezygnował z auta na rzecz motocykla, wbrew temu co twierdzi opinia publiczna, że jazda motocyklem jest bardziej niebezpieczna. Natomiast jeśli ktoś jest pewny tego co robi i odpowiedzialny, to na pewno nie w ten sposób należy to postrzegać. W drugiej części będzie sytuacja, że będzie musiał wsiąść do samochodu i będzie czuł przed tym opór.

- Cieszy mnie też że taka pozytywna postać jest wegetarianinem, jak ja. :-)

- Mam przyjaciół, którzy od lat są weganami, mój kumpel jeździ na motocyklu i nie je mięsa ani żadnych okołozwierzęcych produktów. Ja też próbowałam, trochę mi to nie wyszło, ale zwierzęta są dla mnie ważne, mam trzy koty i psa, pomagam im w inny sposób, m. in. wspieram schronisko.

- Czego możemy spodziewać się w kontynuacji „Łatwopalnych”?

- W tej powieści będzie mniej zwiedzania, a więcej życia, więcej dramatów. Główna bohaterka jest w [… no i tu wykropkujemy żeby nie spoilować tym, którzy jeszcze nie czytali, ale mamy nadzieję, że większość czytała :-) ], będzie też wątek kryminalny, jakoś nie mogłam się powstrzymać. :-) Pojawi się też postać znana z moich poprzednich książek, z trylogii „Zakręty losu”, Łukasz Borowski zwany Lukasem, ulubiony bohater moich czytelniczek, zawsze na pierwszym miejscu w rankingach, które czasem robię. Będzie pomagał Jarkowi w pewnej sprawie. Tłem też będzie Dolny Śląsk, pojawi się Wrocław, Bolesławiec i kilka innych miast.

- W Twoich książkach jest jak w Trylogii Husyckiej Sapkowskiego albo w Jeżycjadzie Małgorzaty Musierowicz – bardzo fajny, wiernie oddany konkret topograficzny.

- Cykl Musierowicz był wśród moich ulubionych książek; próbuję nim zarazić moją 12-letnią córkę, ale ona woli na razie Harry Pottera i horrory Kinga. :-)

Akcja będzie się dziać także w różnych miejscach Wrocławia: Karłowice, gdzie mieszka mama Jarka, będą Iwiny i Brochów, ulica na której mieszkam. Lubię pisać o rzeczach które znam. Cmentarz Osobowicki, dramatyczne sceny będą się tam rozgrywały, w tym miejscu Jarek będzie się mierzyć ze swoją traumą z przeszłości, nastąpi takie przebudzenie – taki jest tytuł drugiego tomu „Przebudzenie” – bohaterowie budzą się do życia, wychodzą z marazmu, podejmują decyzje.

W trzeciej części którą planuję napisać klimatów motocyklowych i zlotów będzie znów więcej.

W „Przebudzeniu” skupiłam się nie tylko na parze głównych bohaterów, Monice i Jarku, ale też innych postaciach. Sylwia i jej mąż alkoholik oraz Bernie, przyjaciel Jarka, który też jest motocyklistą, poznamy jego historię, no i jest jeszcze Grzesiek który również przechodzi wewnętrzną przemianę, będzie nowa postać – policjantka Dorota, więcej akcji i wątków sensacyjnych.

- Czyli coś dla mężczyzn i coś dla kobiet. :-) Piszesz z myślą o obu grupach czytelników, czy bardziej dla pań?

- Zdecydowanie bardziej dla kobiet, bo to one chętniej czytają historie, w których pojawiają się tematy erotyki, romansu, miłości. Niemniej, nie umiem zatrzymać się tylko na cielesnej powłoce i żądzach ludzkich, ale wchodzę też w głąb, więc książka odbiega od nurtu erotycznego romansu w stronę powieści psychologicznej. Ale jak mężczyzna przeczyta, to też mu się nic nie stanie, :-) tym bardziej że jest tam bohater taki bardzo męski, a zarazem ukazany z jego przeżyciami i demonami przeszłości. Bo faceci też mają swoje uczucia, chociaż się z tym kryją i ja wyciągam to na wierzch, żeby to pokazać, żeby oni sami mogli się na to otworzyć, wbrew społecznemu stereotypowi, że facet musi być twardy i nie może uzewnętrzniać tego, co go trapi. Moi bohaterowie też się kryją, ale w końcu pokazują swą prawdziwą naturę, tak zrobi Jarek w drugiej części.

Lubię pisać o ludziach którzy przeżywają osobiste traumy, walczą ze swoją przeszłością, tak jak Jarek czy Grzesiek, którego życie zostało zdeterminowane przez ojca, przez miejsce w którym się urodził i całą tę otoczkę małego miasteczka.

Dostałam dużo maili od czytelników, duża część z protestami:  „jak pani mogła tak tę historię skończyć”…

- To zakończenie jest okrutne, ale też uczciwe, w życiu rzadko coś się dobrze kończy…

- No właśnie, to by było naiwne, gdyby się tak wszystko nagle pięknie poukładało. Czytelniczki dziękowały mi też za opisanie tych różnych dolnośląskich miejsc – jedne już tam były i przywołałam fajne dla nich wspomnienia, inne zaś pisały, że z książki dowiedziały się, że takie miejsca istnieją i one chcą tam pojechać i je zobaczyć. Zamek Czocha, zamurowana księżniczka w Zagórzu – zwiedzałam te okolice jako dziecko z moim dziadkiem, bo u dziadków w Wałbrzychu spędzałam wakacje, a potem jeździłam tam z moimi dziećmi.

W tym roku wydanych będzie pięć moich książek – niektóre były już wcześniej napisane – 7 lutego premiera powieści „Brudny świat” – będzie bardzo dramatyczna więc jeśli lubisz płakać to zapraszam :-)

„Łatwopalni” walczą teraz o tytuł książki roku w kategorii „powieści obyczajowe, romanse” – można wspomóc ją swym głosem.