Gdy ktoś strzela do ludzi lub rzuca się na nich z maczetą, to logiczne jest, że powinno się odebrać mu broń. Nie licencję na nią, lecz broń, bo to bronią, a nie licencją, można zrobić komuś krzywdę.

Zabranie prawa jazdy czy sądowy zakaz prowadzenia pojazdów to marne narzędzie powstrzymujące ludzi przed ponownym zasiąściem za kółkiem, gdyż wielu to olewa i jeździ „bez prawka”. A jeszcze gorzej gdy policja chce zatrzymać ich do kontroli, bo historia zna przypadki, że próbują wówczas uciec, narażając życie innych uczestników ruchu. Natomiast ewidentnie nie mogliby jeździć, przynajmniej do czasu zarobienia na nowy, gdyby zabrać im samochody. Potencjalne narzędzie zbrodni. 26-latek, który mając dwa promile we krwi zabił sześcioro pieszych w Kamieniu Pomorskim, był już notowany za jazdę po alkoholu. Gdyby wówczas odebrano mu auto – ci ludzie zapewne by żyli.

Jakiś czas temu dyskutowano w mediach takie rozwiązanie, ale wówczas spotkało się ono z kontrargumentem: a co, jeśli ktoś jedzie nie swoim autem, lecz należącym do żony, ojca, kolegi? Dlaczego to inna osoba ma ponosić konsekwencje błędu kogoś innego? Odpowiadam: przecież tak to działa już teraz! Pożyczając samochód czy motocykl, godzisz się na to, że jeśli kierujący nim spowoduje wypadek, obciąży to twoje OC i stracisz zniżki. Jeśli pojazd zostanie uszkodzony czy skasowany, możesz od pożyczającego domagać się rekompensaty. Dokładnie tak samo może to działać z autem skonfiskowanym pijanemu kierowcy. Wielokrotnie udostępniałam swój motocykl różnym osobom, ale wyłącznie takim, do których mam zaufanie, których podejście do przestrzegania przepisów jest mi znane – bo wiem że to ja, jako właściciel, jestem odpowiedzialna za to, co zrobi ten, któremu wręczam kluczyki i dowód rejestracyjny. Trzeba to po prostu robić rozważnie, by nie stać się tym, który dostarczył broni drogowemu mordercy.

Swego czasu pewne osoby oburzyły się na mnie za nazwanie mordercą człowieka, który 1 maja 2011 roku, mając dwa promile we krwi wsiadł do vana i tracąc panowanie nad nim zmiótł z drogi motocyklistę, jadącego prawidłowo z naprzeciwka swoim pasem. Odpowiadam: jeśli ktoś zamyka oczy i strzela w tłum, to nie można go tłumaczyć, że chciał sobie pohałasować i nie jest mordercą, gdyż nie miał nikogo konkretnego na myśli. Pojazd w rękach nietrzeźwego jest narzędziem niosącym śmierć. Bombą, którą należy rozbroić zabierając ją z rąk nieodpowiedzialnego człowieka. Bo samo zaostrzenie kar więzienia nie wystarczy. Orzecznictwo sądów i tak bywa pobłażliwe i z dostępnych widełek może zastosować minimalną, a nie maksymalną karę. Kierowca vana poszedł do więzienia na 7 lat, chociaż mógłby na 12. Ile by to nie było – nie zwróci to życia motocykliście. Nawet gdyby wszystkich, którzy zabili kierując pod wpływem posłać do więzienia na dożywocie – nie zwróci to życia ich ofiarom, których w 2013 roku było 265.

Ile jeszcze trzeba takich tragedii, jak ta w noworoczne popołudnie, żeby Polacy w końcu zrozumieli, że po alkoholu nie wolno wsiadać za kółko – po prostu?