Zwyczaje na drogach w różnych zakątkach Europy i Świata wyglądają bardzo odmiennie, tak samo zresztą jak motocyklowe stroje. Jak mają się sprawy w słonecznej Italii? Motokobieta to właśnie sprawdziła.

 

Wakacje. Czas upragnionego urlopu, doskonałego przykładu ucieczki od codzienności, odrobiny samolubności. Większość wyjeżdża tam gdzie temperatura nie ma odwagi spaść poniżej 30 stopni. Sami tez nie mają odwagi pomyśleć o wakacjach bez wyjazdu za granicę. Inni skazani na biurowe męki użerają się trochę jak za karę, odliczając dni do upragnionego weekendu. A ja za przykładem ubiegłego roku ponownie odwiedziłam Włochy. I chociaż wiem doskonale jakie zwyczaje panują tu na ulicach, roczna przerwa mojej nieobecności pozwoliła abym na nowo mogła być zaskoczona. Na przykład niezliczoną ilością buszujących w Rzymie skuterów. W tym kierujących pań w śmiałych sukienkach, wydekoltowanych bluzkach, ozdobnych japonkach. Panowie przeważnie w zestawie koszulka na ramiączkach z szortami. Dodatkowo oprócz prowadzenia motocykla, skupionych na rozmowie przez telefon. Można rzec, typowy, włoski standard. A wszelkie pytania o bezpieczeństwo przekreśla bezkonkurencyjny argument – caldo, to znaczy gorąco. I w momencie kiedy usiłowałam znaleźć chociaż jednego ‘zabezpieczonego’ motocyklistę, przed oczami mignął mi osobnik na sportowym motocyklu, uwaga – w tekstylnej kurtce. W porównaniu z naszym krajem, w czasie kiedy temperatura testuje ludzka wytrzymałość nie ma na co popatrzeć, bo sukienka i szorty na motocyklach to niezaprzeczalna rzadkość. Znowu byłam po wrażeniem. Takim samym, kiedy obserwowałam uliczne rodeo między motocyklistami, a kierowcami samochodów. Kierunkowskaz, jako że nieużywany to zdecydowanie zakurzony element pojazdu, ‘przezroczyste’ pasy jezdne, na których wszyscy wzajemnie się poganiają. Autobusy priorytetowo przepuszczające przechodniów nawet w niedozwolonych dla nich miejscach. I mogłabym tak jeszcze wymieniać…

Większość czasu spędziłam jednak na uroczej Sycylii, mieszkając w hotelu, którego okno zaglądało do jednej z bardziej ruchliwych ulic i przyklejonych do niej restauracji, zwanych lido. Pewnego dnia postanowiłam poczuć się trochę jak inni i dalsze okolice zwiedziłam na wypożyczonym skuterze – Aprilii Scarabeo o pojemności 200. Doznałam nieprędkich, ale za to niezapomnianych, bo uwiecznionych na kliszy wrażeń. Tak samo jak podczas podroży lejący żar z nieba wtapiał się w moje ciało, tak samo ja wtapiałam wzrok w bajeczne widoki, mijając po drodze motocyklistów prezentujących moc swoich maszyn i żel na swoich włosach. Na szczęście podróż upłynęła bezpiecznie i szczęśliwie, chociaż spora dawka słońca zaserwowała odczuwalne zmęczenie. Niezawodna dla orzeźwienia okazała się jak zwykle popularna Granita (skruszony lód o wielu smakach do wyboru).

Jak się okazuje coś co jest inne, nie musi być wcale gorsze. Dla Włochów im mniej stroju na sobie podczas jazdy tym lepiej. Wystarczyła mi całodniowa wycieczka, żeby się o tym przekonać. Kwestie bezpieczeństwa pod postacią odpowiedniego ubrania pozostawiam jednak bez zmian, tak samo jak stałość swoich uczuć do sportowych motocykli, z całym szacunkiem dla skuterów i tego wspaniałego kraju, którego przynajmniej na czas udanych wakacji serdecznie wszystkim polecam.