„Chcę być taki, jak mamusia!” Nie ma czegoś takiego jak typowa kobieta, typowy mężczyzna…

Targi motoryzacyjne. Na stoisku z „niegrzecznymi” koszulkami motocyklowymi, imponujący wybór tiszertów w rozmiarach dziecięcych z pomysłowymi napisami, n.p. „Nie pójdę do szkoły, zostanę stunterem”, „Miss Polonia 2029″. Moją uwagę zwróciły ubranka przyozdobione wyznaniami:
„Chcę być taki jak mój tata”
„Chcę być taka jak mamusia”
„Chcę być taka jak mój tata”

- Czy jest koszulka „Chcę być taki jak moja mama?” – pytam sprzedawczyni.
– Nie, nie ma…
– No co ty – protestuje towarzyszący mi kumpel-motocyklista. – Chłopak taki jak mamusia?
- A pomyśl – i tu wymieniłam imiona naszych wspólnych znajomych motocyklistek-matek, których mężowie za pasją żon nie przepadają. – Czy lepiej, żeby ich synowie poszli w ślady mamusi, czy tatusia?
– No tak, masz rację… Ale gdyby chłopak założył taką koszulkę, w szkole wszyscy by się z niego śmiali…

Ciekawe. Dlaczego rówieśnicy nie odrzucą dziewczynki za podziwianie taty, a czymś nie do zaakceptowania miałby być fakt, że chłopiec ceni mamę, która być może jest wspaniałą kobietą? Tylko dlatego, że jest kobietą? Podstawą tego błędnego myślenia jest założenie, że wszystkim kobietom i wszystkim mężczyznom można przypisać jakieś określone cechy. „Faceci są brutalni, skłonni do brawury i egoistyczni”. „Kobiety są próżne, kapryśne i źle prowadzą”. Wszystkim panom, którzy myślą w ten sposób, proponowałabym przetestować założenie „kobiety są słabsze fizycznie” siłując się na rękę z Agatą Wróbel. A po otarciu łez, sięgnięcie do wiedzy jeszcze z gimnazjum, gdy na biologii mówiono o krzywej populacyjnej Gaussa. Większość osobników w populacji wykazuje wartość danej cechy (np. wzrostu, inteligencji) zbliżoną do przeciętnej, ale istnieją również jednostki mocno wykraczające poza normę. Co oznacza, że w żadnej grupie nie da się przypisać jakiejś cechy w całości – zawsze nieprawdą będą twierdzenia zaczynające się od „wszyscy”, „wszystkie”. Z czego wynika, błędną może być ocena oparta na przynależności do grupy („Asia jest kobietą, więc na pewno lubi różowy kolor i komedie romantyczne”).

Innymi słowy, nie istnieje coś takiego jak „wartości męskie”, czy „kobiece” – bo każdy/każda ma inne, swoje własne. Kobietom przypisuje się opiekuńczość, dążenie do harmonii (poprzez kompromis i ustępstwa), wewnętrzne skomplikowanie, wrażliwość na emocje i piękno. Mężczyznom – odwagę, zdolności przywódcze, chęć poznawania i zmieniania świata, talenty naukowe i techniczne. Jak bardzo takie myślenie może być błędne i krzywdzące, a wręcz powodujące dramaty w życiu osobistym i zawodowym, pokazują liczne przykłady ludzi, którzy czując powołanie do spełniania się w działaniach przypisanych przez głupi zwyczaj płci przeciwnej, spotykają się z rodzinnym i społecznym potępieniem. Ojciec, który chce zająć się małymi dziećmi i idzie na urlop wychowawczy, przez co staje się obiektem drwin kolegów. Liczni artyści, którzy będąc nastoletnimi chłopcami cierpieli z powodu odrzucenia przez rodziców ich zainteresowań sztuką jako „niemęskich”. Kobiety, których kariery w nauce, polityce, biznesie, mimo talentu rozbijają się o szklany sufit. Bzdurność myślenia, że panie nie nadają się do tych dziedzin, potwierdza życie. Ci z was, którzy czytają ten tekst używając przeglądarki Firefox, mogą to robić m.in. dzięki Mitchell Baker, szefowej Fundacji Mozilli. W krajach Skandynawii obecnie lub w ciągu ostatnich dwóch lat kobiety są prezydentami lub szefami rządu, w Szwecji stoją na czele większej części ministerstw, zaś moją idolką jest Ida Auken, minister środowiska Danii :-)

W nauce opisano efekt Matyldy, polegający na pomijaniu wkładu kobiet w badania. Trzej laureaci Nobla 1934 w dziedzinie medycyny podzielili się solidarnie nagrodą z trzema współautorkami swych badań, które przez komisję (i encyklopedie…) zostały zignorowane. Zresztą, Kopernik była kobietą…

W naszej kulturze, mimo całego „równouprawnienia”, nastawienia na indywidualizm i kwestionowania granic, nadal funkcjonują uprzedzenia wobec kobiet i mężczyzn, jako z definicji „uzdolnionych” bądź „niezdolnych” do różnych działań. Krzywdzące często normy, że „mężczyźnie nie przystoi” (np. okazywać uczuć albo pójść na kompromis), że „kobiecie nie przystoi” (np. jeździć na motocyklu albo prowadzić swobodne życie seksualne). Te ciemnogrodzkie stereotypy nie miałyby takiej siły rażenia gdyby nie fakt, że mimo iż jest już XXI wiek, trzecie tysiąclecie, Era Wodnika, to umysły wielu z nas nadal tkwią w wieku dziewiętnastym, kiedy to „zniewieściały mężczyzna” było obelgą, a „mężna niewiasta” komplementem. Bo czy brak owego tiszertu „chcę być taki, jak moja mama” nie jest dowodem na podświadome, ale działające założenie, do którego cywilizowanemu człowiekowi nie wypada się przyznać, że kobieta jest po prostu kimś gorszym?

PS. Do mojego poprzedniego artykułu o tym, że motocyklistek jest zaledwie jedna na 17 motocyklistów, życie dopisało ciekawy, acz smutny epilog. Podczas pokazu dziewczyna-stunterka wyłapuje glebę. Stojący obok mnie nastolatek krzyczy „do garów, babo”. Pomyślałam sobie, ty głupi gówniarzu, przy takim podejściu, przy takim wsparciu płci pięknej, za dziesięć lat będziesz miał problem, bo co z tego, że twoja żona każdego dnia będzie ci robić obiad zanim wrócisz z pracy, skoro w każdy weekend będzie ci robiła piekło, że znów próbujesz urwać się z domu, by pojechać na przejażdżkę, zawody czy zlot? Po chwili chłopak-stunter przewraca motocykl i nikt go do garów nie odsyła. Ileż jeszcze tego ciemnogrodu siedzi w zakamarkach naszych dusz i mózgów?