…czyli sposób na życie nie tylko dla dwudziestolatków.

Z poznanych mi do niedawna dziewczyn jeżdżących, żadna nie plasuje się powyżej średniej 26 lat. ‘Swój ciągnie do swego’ i nie oznacza to, że starsze duchem i ciałem motocyklistki omijam szerokim łukiem. Jedynym racjonalnym powodem nieznajomości takowych jest przebywanie wśród rówieśniczek. Na szczęście organizowane zloty i tym podobne imprezy potrafią wyprowadzić na szerokie wody nowych kontaktów. Na przykład opisywany w poprzednim numerze zlot Amazonek. No właśnie Amazonki. Doświadczone motocyklistki, znawczynie tematu, przykładne organizatorki. Jedną z ich przyjaciółek była, (była – gdyż wybrała drogę całkowitej niezależności) Dorota, znana jako „Doti”. Patrząc na nią trudno uwierzyć, że to dojrzała kobieta. Wygląda świetnie. Jeszcze trudniej oswoić się z myślą, że jeździ na Dragstarze 650. Niewysoka, zadbana, z klasą. Perfekcyjny makijaż, (na motocykl stosuje wodoodporne kosmetyki – dobra rada dla kobiet ceniących ład na twarzy), zadbane dłonie, wysokie obcasy i zarażający uśmiech.

Z Doti spotkałam się w jej firmie. Na pierwszy rzut oka widać, że jest pedantką. Taki błysk, że żal mi było siadać gdziekolwiek w skórzanych spodniach. Z psem rasy yorkshire na kolanach opowiadała o swojej pasji jak o pierwszej miłości.  Wysoką kulturę i elegancję ceni tak samo w pracy jak i na ulicy. Na złośliwości związane z przepuszczaniem jej w korkach odpowiada uśmiechem lub delikatnym stuknięciem w szybę samochodu. Jest szczęśliwa, bo robi w życiu to co lubi. Dużo pracuje, a jednocześnie znajduje czas na znajomych, tak samo jak na podróżowanie swoim motocyklem. Motocykl kupiła w salonie, ale jakby przyłapana na gorącym uczynku przyznaje, że wcześniej jeździła bez prawa jazdy. Początki były trudne. Manewrowanie 230 kilogramową maszyną było jak tango z podchmielonym dryblasem. Mimo to odpowiednio zaszczepiona pasją, Doti nie miała ani chwili załamania. Dzisiaj nie wyobraża sobie życia bez motocykla. To na Dragstarze się relaksuje, nabiera sił, rozkoszuje poczuciem wolności.

Do dzisiaj wspomina wyprawę na Lazurowe Wybrzeże z przyjaznego klubu Classic Yamaha Constellation. I tak samo lubi delektować się polskim krajobrazem. Jeździ w Bieszczady. A, że lubi towarzystwo, unika samotnych wojaży. Z dodatkowych przyjemności znajduje czas na rolki, pływanie, zimą szusuje na nartach. Jest przykładem aktywnej i niezależnej biznes woman. Lubi zloty, ale tylko za dnia. Wieczorami woli wrócić do domu, by porozmawiać ze swoją córką. To właśnie z myślą o niej wybrała bezpieczniejszy motocykl. Próbowała swoich sił na sportowych maszynach, ale to były krótkie, nic nieznaczące „romanse”. Przegrały z szacunkiem do własnych priorytetów. Doti sama steruje swoim życiem i robi to w wygodny dla siebie sposób. W jeździe odbiega od przykazanych, skórzanych ubiorów. Stawia na wygodę i ciepło, dlatego zainwestowała w kombinezon narciarski, który zasłużył na dłuższe użytkowanie. Jak większość kobiet spotyka się z miłymi reakcjami na swój „kobieco-chromowy” widok. Twarda babka mówią i podziwiają za odwagę. Kiedyś nieznajomy mężczyzna jadąc samochodem torował jej drogę przez kilka dobrych kilometrów. Jak widać troska wypływa nawet od obcych i znakomicie sprawdza się na odległość.

Dla spełnienia własnych marzeń nie ma barier wiekowych. Umiejętność organizacji czasu to minimum aby pogodzić własne przyjemności. Przecież każdemu na tym zależy. Ale czy każdemu się to udaje? Na to pytanie Dorota się dzisiaj uśmiecha.
A Wy?