Mając lat naście, nie jest łatwo rozpocząć przygody z motocyklami, jeśli nie ma się wsparcia moralnego i materialnego ze strony rodziny.

Jakże często rodzice podcinają skrzydła swoim dzieciom, nie dając im wiary w siebie i w prawo do realizacji marzeń. Wielu potencjalnie świetnych zawodników traci przez to życiową szansę…

„Fastest”. Przepiękny film. Wspaniałe, dramatyczne sceny walki o pozycję na ostatnich zakrętach torów i cudowne uśmiechy zwycięzców na podium. Podium, na którym mogli stanąć nie tylko dzięki talentowi i opiece swych aniołów stróżów. Jeden z najbardziej poruszających mnie momentów to ten, gdy Ben Spies wspomina, jak jego mama Mary pracowała na trzech etatach, żeby spłacić 80 tysięcy dolarów pożyczki wziętej na sfinansowanie startów syna.

Pasja motocyklowa jest nieco inna niż reszta sportów czy zainteresowań. Bieganie można trenować będąc wyposażonym jedynie w parę butów (lub nawet i bez, jak twierdzą wyznawcy five-fingersów i barefoot-running; Emil Zatopek biegał wszak w wojskowych glanach). Pływanie, przynajmniej w ciepłej porze roku, trenować można mając jedynie parę majtek – a i bez też się da przecież. Zamiłowanie do podróży? Od dzieciństwa nie mogłam żyć bez bycia w drodze i poznawania nowych miejsc, ale gdy byłam nastolatką miałam znikome możliwości finansowe. Więc szlajałam się po Polsce i krajach ościennych w trybie bezbudżetowym: podróżując autostopem, śpiąc pod chmurką na dziko w lesie. A jedzenie? Jeść trzeba i w domu.

Ale miłości do motocykla nie da się realizować bez pieniędzy. Ta miłość kosztuje. Zakup maszyny, kasku i ubrań. Wydatki na paliwo, ubezpieczenie, części. I niebagatelny koszt uzyskania uprawnień, który teraz znacząco wzrośnie. Szkoły nauki jazdy, te które nie zrezygnują z prowadzenia kategorii A, potrzebują nowych pojazdów szkoleniowych, więcej miejsca na placach manewrowych. Te koszty docelowo poniosą kursanci. Pytając o ceny kursów w nadchodzącym sezonie słyszałam najczęściej „nie sposób teraz tego ocenić”, ale ci którzy odważyli się estymować, mówili o kwocie dwóch tysięcy złotych lub zbliżonej.

Pomyślałam w tym kontekście o tych wszystkich młodych ludziach, nastolatkach, marzących o motocyklu, dosiadając którego będą mogli pokonywać czy to tysiące kilometrów dróg Europy i świata, czy też własne ograniczenia odcinając kolejne sekundy z wyników osiągniętych na torze. Jaka część z nich ma w tym wsparcie swoich najbliższych?

Słuchaj co mówię, przecież jestem twoją matką
Nie zaprzeczysz faktom, to najzwyklejsze szczeniactwo
Rzuć to, zajmij się wreszcie edukacją 

- tak mama nastoletniego Łony przekonywała syna do porzucenia hiphopowej pasji i skoncentrowania się na tych celach, które sama uznawała za priorytetowe. A przecież realizacja zamiłowania do muzyki nie wiąże się ani z dużymi kosztami, ani z fizycznym ryzykiem, tak mocno działającym na wyobraźnię wielu rodziców. Zatem młodzi motocykliści już na początku swej drogi mają często do pokonania trzy potężne bariery – pierwsza obiektywna („motocykl kosztuje”), a pozostałe obecne w myśleniu matek i ojców: „motocykle są niebezpieczne”, „motocykle zabierają ci czas, który powinieneś poświęcić na naukę”. Dziewczyny dodatkowo muszą niejednokrotnie zmierzyć się z kulturowym stereotypem: „motocykle nie są dla kobiet”. Ilu nastolatków, konfrontując się z takim murem niechęci, nie rozbije się o niego?

Podobno prawdziwa miłość potrafi pokonać wszelkie przeszkody. To prawda, ale zawsze pozostaje kwestia – ile ta niepotrzebna walka przyniesie bólu, wysiłku, ileż zabierze czasu i energii, które można by spożytkować na tworzenie rzeczy dobrych. Prawdziwy nastoletni pasjonat, jeśli nie otrzyma wsparcia, wszystko wypracuje sobie sam, ale będzie miał bardzo pod górkę. I tu chodzi nie tylko o to, że uczeń szkoły średniej ma ograniczone możliwości samodzielnego zarobkowania, bo czas ogranicza mu szkoła, a wybór stanowisk pracy jest mocno limitowany brakiem doświadczenia i – często – odpowiednich kwalifikacji. Najgorszy jest fakt, że jeśli młody człowiek jest wychowywany bez poszanowania jego indywidualności, najczęściej nie będzie miał wystarczającej wiary w siebie, by w ogóle zacząć walczyć o realizację swoich marzeń.

Pisałam już o tym, że świadome, mądre i etyczne rodzicielstwo bazuje na przekonaniu, iż dzieci rodzi się by być dla nich, a nie po to by były dla nas. Że miłość rodzicielska nie polega na wymaganiu, by dzieci realizowały nasze ambicje, ale żeby je kochać – czyli wspomagać w rozwoju ich niepowtarzalnej osobowości. Że żaden strach nie usprawiedliwia kastracji, którą jest żądanie wyrzekania się podstawowej części ludzkiej osobowości, jaką jest pasja. Że zadaniem kochającego rodzica nie jest ukształtowanie dziecka na swój obraz i podobieństwo i trzymanie go przy sobie, ale wyposażenie go w samoświadomość, odwagę, przekonanie o własnej sile i wartości i wypuszczenie go w świat, aby mogło skutecznie działać w tym świecie, podążając własną ścieżką. Mój młody przyjaciel Janek mówi, że jego mama, mimo iż często odnośnie ważnych życiowych decyzji ma inne zdanie niż on, nie tylko zawsze zostawia jemu wybór, ale także daje mu poczucie, że nawet jeśli on wybierze inaczej niż ona mu doradzała, nadal będzie otrzymywał od niej wsparcie i miłość. Dziecko wychowywane w ten sposób nabiera nie tylko poczucia własnej wartości, ale także wspaniale uczy się odpowiedzialności i przyjmowania na klatę konsekwencji swoich czynów. Młody człowiek kształtowany w ten sposób idzie potem przez życie nie tylko świadomy swoich potrzeb oraz prawa do ich realizacji, ale także przekonany że ma siłę i możliwości by swe marzenia zamieniać w rzeczywistość. Nie będą nim manipulować nauczyciele, pracodawcy i politycy.

Niestety taki model rodzicielstwa jest niezwykle trudny dla rodzica. W końcu dużo łatwiej jest tylko wydawać polecenia, ustalać zasady, określać cele i egzekwować ich wykonanie. Przez co dziecko wzrasta przekonane o tym, że jego pragnienia nie mają znaczenia, a jego życiowym zadaniem jest spełniać wymagania innych. Że sam jest bardzo mało wartą osobą. Taki nastolatek nie tylko nie będzie miał przekonania, że ma prawo zawalczyć o swoją pasję – jemu nawet nie przyjdzie do głowy, że da radę ją wcielić w życie. Nie wierząc w siebie, nie przekona również potencjalnego pracodawcy, by go zatrudnił, przez co mógłby samodzielnie zapracować na swoją pierwszą maszynę. Będzie odkładał realizację marzeń na czas po spełnieniu wymagań rodziców i partnera/partnerki, czyli po szkole, dyplomie, znalezieniu pracy, zdobyciu zdolności kredytowej, kupieniu auta, mieszkania, spłodzeniu dzieci…

Synu, zajmij się czymś, słyszę codziennie od nowa
A ja nie narzekam mamo na brak zainteresowań
Cieszę się, widząc twoją troskę o moją przyszłość
Ale patrz to proste, nie da się zrobić nic by to ze mnie wyszło
Kocham cię i boli mnie, że tak mało między nami porozumienia w kwestii rapu…

Trafnie zauważył Łona: nie da się zrobić nic, żeby to ze mnie wyszło. Prawdziwa miłość przetrwa i zrealizuje się później. Stąd na kursach kategorii A tak wielu trzydziestoparolatków, którzy odsłużyli już swoje „powinności” wobec systemu edukacji, rynku pracy, rodziny, potomstwa i w końcu dali sobie sami przyzwolenie by mieć coś z życia dla siebie samych. Ale szkoda tych kilkunastu lat, w czasie których mogliby nakręcić tysiące kilometrów. Wspomniany już Janek, mając lat 19, wraz z przyjacielem Peterem, niespełna 18-letnim, na Hondzie Africe i Daelimie VS 125 w minione lato pokonali 6600 km w trasie do Rumunii, przez kilkanaście krajów Europy Środkowej i Bałkany. Wymagało to dwóch lat przygotowań, zapracowania na motocykle, kursy prawa jazdy i benzynę, wielu godzin spędzonych w garażu ze śrubokrętami w upapranych smarem rękach, by doprowadzić maszyny – Africa mająca tyleż lat, co jeździec, koreańczyk niewiele młodszy – do stanu niezawodności. W życiu nic nie jest dane raz na zawsze – można stracić dorobek, zdrowie, pracę, pozycję społeczną, ale tego doświadczenia już nikt im nie odbierze.

Rapers are in danger –
O właśnie, apropo, zobacz mamo jak ten pan zaszedł wysoko
Mając przede wszystkim hip-hop jako do rozwoju bodziec
Aa… ty widzisz w nas tylko bezmyślność i luźną odzież…

- przekonywał rodzicielkę nadal bezskutecznie Łona. Na szczęście i jej perswazje nic nie dały, przez co możemy cieszyć się dorobkiem tego niezwykle bystrego obserwatora zjawisk społecznych. A to przypomina mi wnioski z badań szwedzkiego psychologa Karla Andersa Ericssona. On i jego zespół analizowali drogi rozwoju zawodowego licznych sportowców, artystów, lekarzy i innych specjalistów. Okazało się że kluczem do mistrzostwa w danej dziedzinie są przede wszystkim nie wrodzone talenty, ale ogromna ilość czasu poświęcona na trening i metodyczne poprawianie błędów. Ci, którzy byli naprawdę wybitni w swoich dziedzinach, na wypracowanie ponadprzeciętnego poziomu poświęcili co najmniej dziesięć tysięcy godzin, a więc około dziesięć lat ciężkich ćwiczeń. Co oznacza, że jeśli człowiek ma osiągnąć jakieś sukcesy w sporcie, musi zacząć naprawdę wcześnie i mieć warunki by dużo czasu poświęcać na trening. Zawodnicy, którzy ścigają się w czołówce MotoGP, debiutowali w tej klasie niemal wszyscy w wieku 21-24 lat, a przecież wcześniej przeszli długą drogę, by dostać się na ów szczyt szklanej góry. Zatem, by działać w sporcie motocyklowym, młody człowiek jest skazany na wsparcie rodziny lub kogoś, kto go odkryje. Ale nawet by przekonać do siebie sponsora, trzeba wykazać się nie tylko chęciami, ale jakimikolwiek wynikami – zaś by mieć wyniki, trzeba mieć przynajmniej motocykl – no i tu kółko się zamyka. Jak wiele jest pośród nas nieoszlifowanych diamentów, ludzi bardzo utalentowanych, którzy mogliby dokonać wspaniałych rzeczy, ale zwykły brak szczęścia sprawił, że w odpowiednim wieku nie dostali szansy, by zaistnieć?