Jeśli ktoś boi się że straci syna lub partnera i przez to odsuwa się od niego lub zrywa kontakt, to właśnie w ten sposób traci go już za życia!

- Bo ja się dowiedziałam przypadkiem, że mój mąż miał wypadek na jakimś torze wyścigowym… i próbuję się dowiedzieć skąd odebrać ciało – mówi do słuchawki zapłakana kobieta.
- No rzeczywiście dodzwoniła się pani na tor, ale z tego co wiem, nic takiego się nie stało. Dopytam się u naszych ratowników i oddzwonię.
Kwadrans później.
- Pani mąż rzeczywiście wyleciał z zakrętu, no i karetka go zabrała, bo chyba coś z nadgarstkiem. Robią mu prześwietlenie na ortopedii w szpitalu XXX.
- To on żyje??? Jak to możliwe, przecież jechał 300 km na godzinę!?!
- Żyje, nic poważnego mu nie grozi.
- A mi powiedział, że wyjeżdża na ryby!!! Zabiję go!!!!

Hmmm, myślę sobie, chęć mordu to ciekawa reakcja na informację bylem-na-rybach o tym, że odzyska się męża żywego. Pani Teresa z biura prasowego toru Poznań podsumowuje swoją opowieść:

- Kiedy wypełniają formularz uczestnictwa, pole „Kogo powiadomić w razie wypadku?” co drugi zostawia puste. Jak się im mówi, że tak nie można, to zaczynają kręcić. „To ja wpiszę kolegę.” „No dobra, ale jak coś się stanie, to kolega przyjedzie?”

A we mnie wszystko się buntuje. To na czym zatem polegają te relacje – z teoretycznie najbliższymi ludźmi, żonami, matkami, ojcami? Na miłości, bliskości, zaufaniu? Miłość akceptuje bezwarunkowo całego człowieka. Jeśli ktoś afirmuje tylko tę część nas, która jest zgodna z jego oczekiwaniami, a część odrzuca, to ten ktoś nie kocha nas, tylko taką wizję nas, jaka jest przykrojona do jego potrzeb, wyobrażeń i ambicji. Więc co to za miłość, która nie potrafi zaakceptować spraw najważniejszych dla nas? Co to za bliskość, jeśli trzeba przed kimś ukrywać to, co jest dla nas tak ważne i piękne? A zaufanie? Jeśli trzeba kogoś okłamywać, by realizować pasję, bez której nie potrafimy żyć?

Strach, że mężowi/synowi motocykliście stanie się jakaś krzywda, nie tłumaczy wszystkiego. Jak każda emocja – przychodzi bez udziału naszej woli: nie decydujemy o tym. Ale od nas zależy, co z tym dalej zrobimy. Czy będziemy tę naszą emocję wyrażać poprzez smutek i zmartwienie, czy przez werbalną agresję, manipulację, wymuszanie i szantaż.

No i jaka w tym logika? Jeśli ktoś boi się, że straci syna lub partnera i przez to odsuwa się od niego (ciche dni, zerwanie kontaktu, Synku-mamie-mowisz-ze-bylismy-w-wesolym-miasteczkurozwód – są i takie przypadki!) to właśnie w ten sposób go traci już za życia!

Problem dotyczy zresztą nie tylko uczestnictwa w Speed Dayach i jazdy na torze, która działa na wyobraźnię cywilom, a w rzeczywistości bezpieczniejsza niż jazda po mieście. Są tacy, którzy odrzucani są przez najbliższych za fakt posiadania i użytkowania motocykla w ogóle. „Od kiedy kupiłem motocykl, matka ze mną nie rozmawia.” albo „Sprzedaję motocykl, bo żona mi nie daje żyć.” Więc zdarzają się i takie historie: „Konia trzymam w garażu u kolegi, dwie ulice od domu. Ojciec myśli, że na uczelnię jeżdżę autobusem.” albo „Moja mama ma 70 lat i chore serce. Tak wiele razy mówiła o motocyklistach, że to samobójcy i wariaci, że gdybym się jej przyznał, to by po prostu było niebezpieczne dla jej życia. Jak jadę na wakacje z kumplami, to zawsze muszę coś naściemniać. Któregoś roku spytała – a co ty tak jedziesz bez żony? Ja na to: wiesz mama, to taki męski wyjazd, będziemy spać pod namiotami, brud, przekleństwa, alkohol, Ania by się tam nie bawiła dobrze.”

Ja sama żyłam „w szafie” robiąc prawo jazdy. Konspira wymagała sporego pomyślunku i wysiłku. Oficjalna wersja była taka, że chodzę „na siłkę” i nie mogę odbierać telefonu, bo „pizgam żelazo”, co było w pewnym sensie prawdą ;-). Do tajemnicy dopuściłam tylko kilka osób, a najważniejsze było, by nie dowiedziała się moja mama. Najlepsza jest polityka faktów dokonanych, więc ujawniłam się dopiero wtedy, gdy prawko było odebrane, a maszyna kupiona. Ale żyjąc przez te kilka miesięcy w ukryciu, Zycie-w-szafieodczułam, jak życie z sekretem głęboko upośledza relacje z ludźmi. Spotykam kogoś i on pyta: „co u ciebie?” A tym, co dla mnie było w tym momencie najważniejsze, najbardziej angażujące, nie mogłam się podzielić.

Ja miałam o tyle łatwiej, że nie ryzykowałam odrzucenia, chciałam tylko oszczędzić niepotrzebnego stresu i sobie i innym. Niemniej, miałam okazję doświadczyć przez jakiś czas jak dramatycznie trudne jest życie tych ludzi, którzy ukrywają jakąś społecznie nieakceptowaną sytuację. Np. rozwiedziona dziewczyna spotyka się z kimś, ale wie, że rodzice nigdy się z tym nie pogodzą, bo nie będzie mogła wziąć ślubu kościelnego. A wsparcie rodziców jest jej niezbędne, bo to oni zajmują się dziećmi w weekendy, kiedy ona pracuje. Ludzie ukrywają swoje relacje także w sytuacji, gdy duża różnica wieku albo płeć partnera mogłaby się spotkać ze sprzeciwem rodziny. Dlatego warto rozwijać w sobie postawę akceptacji i zrozumienia dla ludzi wokół siebie i kwestionować swoje własne uprzedzenia i negatywne nastawienia do jakichkolwiek grup społecznych – czy to motocyklistów, czy ateistów, czy gejów, czy poliamorystów. I odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie, co jest ważniejsze – moje przekonania i zasady czy więzi z bliskimi?

Tłumaczyłam to zresztą wielokrotnie rodzicom negatywnie nastawionym do jednośladów: za każdym razem, gdy wypowiadasz się z nienawiścią lub drwiną o motocyklach, pomyśl że jeśli w przyszłości twój syn lub twoja córka pokocha motocykle, to ty będziesz ostatnią osobą, która się o tym dowie. Kto wie, może twoje dziecko, jak wiele takich dzieci przed nim, zamiast powiedzieć ci o tym, będzie rozwijało swoją pasję potajemnie. Jeżdżenie na motocyklach kolegów, gdzieś w mało kontrolowanych warunkach, to naprawdę słaby pomysł dla umysłu dopiero chłonącego wiedzę motocyklową. Chyba lepiej, żeby nauczył się tego pod okiem instuktora i zaczynał od odpowiednich pojemności. Chciałbyś być ostatni w kolejce by wiedzieć, że Twoje dziecko właśnie kupiło sobie sportowy motocykl, a nawet nie ma prawka?