„Jest prawdą powszechnie uznaną, że żaden motocykl nie jest technicznie przystosowany do poruszania się z prędkością MNIEJSZĄ niż 160 km/h!”

Od redakcji: Na początku tygodnia opublikowaliśmy felieton Czupryna poruszający podobny temat. Co ciekawe, Monika i Czupryn
podesłali nam swoje teksty w odstępie zaledwie kilku godzin.
Nie jesteśmy pewni, czy to zmowa, czy wiosna na nich tak działa… ;-)

Październik. Śródleśna szosa, Zachodnie Pomorze. Kierujący oplem wchodzi w zakręt i nagle widzi, że tuż za winklem stoi autobus. By nie wbić się w niego, zjeżdża na przeciwległy pas i zabija jadącego nim motocyklistę.

Czytanie komentarzy pod takimi niusami albo zdrowie – wybór należy do ciebie. Wiadomo, będą tam teksty o „dawcach nerek”, „siejących postrach”, „sami sobie winni”, itd. Tym razem jednak internetowy plebs ustanowił nową jakość, dając popis nie tylko stereotypów i uprzedzeń, ale i kompletnej nieznajomości zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego. „No co miał zrobić, skoro był tam ten autobus?” Jak to co? Przede wszystkim stosować fundamentalną zasadę: jedź z taką prędkością, byś mógł odhamować na odcinku, który widzisz. Bo jak śpiewał Gintrowski – „coś być musi do cholery za zakrętem!” Jeleń, śpiewająca psalmy pielgrzymka do Świętej Lipki, kombajn albo leżące na asfalcie ofiary wypadku, który zdarzył się tam chwilę wcześniej. Ale dla takich cywili biedny kierowca jest w pełni moralnie usprawiedliwiony, jeśli ratując auto przed rozbiciem wyjedzie na czołówkę motocykliście, który w przeciwieństwie do niego nie ma strefy zgniotu!

Ale to jeszcze nie koniec popisów internauckiej bystrości. Te wymyślne udowadniania „na podstawie zdjęć w artykule”, że to nie człowiek w Oplu, ale kierowca autobusu i motocykla spowodowali ten wypadek. Co kilka komentów powraca jak refren: „Poza tym motocyklista też pewnie wolno nie jechał”. Oczywiście!!! Jest prawdą powszechnie uznaną, że żaden motocykl nie jest technicznie przystosowany do poruszania się z prędkością MNIEJSZĄ niż 160 km/h! Te „piekielne machiny” (też cytat), wszystkie mają napęd odrzutowy i lecą z podświetlną – inaczej przewróciłyby się na tych nienormalnych dwóch kółkach. Czyli ujmując to inaczej, człowiek jedzie sobie prawidłowo swoim pasem, traci życie na skutek błędu i nieuwagi kierowcy auta, ale i tak pospólstwo powie, że to jest wina motocyklisty!!!

Ciekawe, że kiedy w innym zakątku mojego zachodniopomorskiego podwórka, w noworoczne popołudnie kierowca mający dwa promile we krwi wjeżdża w pieszych idących chodnikiem, zabijając sześć osób oraz raniąc i osierocając dwoje dzieci, ci sami internauci nie prześcigają się w komentarzach zaczynających się od: „a bo ci kierowcy samochodów to wszyscy jeżdżą jak wariaci”, „a bo każdy w aucie to na pewno nawalony”. Żadnych stereotypów i uogólnień. Przeciętny obywatel, który albo sam jeździ autem, albo ma kierowcę w rodzinie, widzi źdźbło w oku motocyklisty, ale belki we własnym nie widzi. Jest bardzo skory do osądzania i wrzucania do jednego, bardzo niedobrego worka przedstawicieli całej grupy tych, którzy się od niego różnią, a własną grupę postrzega jako niejednorodną wewnętrznie: „są źli i dobrzy pośród nas”. Jeśli motocyklista ginie, to dlatego że jest motocyklistą; jeśli kierowca auta zabija, to nie dlatego że jest kierowcą auta, ale „bo ten konkretny człowiek popełnił błąd”.

Ten sam mechanizm psychologia opisuje w powstawaniu uprzedzeń rasowych, etnicznych, religijnych i dotyczących różnych mniejszości. Np. rasistowsko nastawieni biali inaczej oceniają przestępstwa dokonane przez czarnoskórego – uzasadniają je przynależnością do grupy („zabił, bo jest czarny, wszyscy są tacy”) a inaczej przez jednego ze „swoich”, białego – uznają złe zachowanie za skutek indywidualnych cech sprawcy („zabił, bo pochodził z marginesu, bo miał ciężkie dzieciństwo”). Jakiś czas temu zresztą pisałam o tym więcej na MotoRmanii

Uprzedzenia dotyczyć mogą także innych elementów tożsamości – np. grupy wiekowej. Dzień przed słynną tragedią w Kamieniu Pomorskim, w innym zachodniopomorskim mieście 22-letni motocyklista zabił pieszego na pasach, a pierwszy koment pod niusem brzmiał: „Prawko na motor od 25 roku życia! Jeżdżą gnoje i zabijają ludzi!” I na nic tłumaczenie, że statystyki statystykami, ale nie wolno stosować odpowiedzialności zbiorowej, bo ludzie się od siebie różnią; jest mnóstwo 30-, 40-, i 50-ciolatków, którzy uważają się za Rossich i Hołowczyców, powodując zagrożenie i liczne wypadki, a na przykład moi liczni szesnasto-, dwudziestoletni przyjaciele to najbardziej odpowiedzialni kierowcy jakich znam. Na nic tłumaczyć, że im wcześniej człowiek zacznie prowadzić, tym lepiej rozwiną się jego umiejętności. Ci sami netowi eksperci dziedzin wszelakich, którzy drą się o przesunięcie wieku zdawania prawa jazdy, każą swoim dzieciom uczyć się dwóch języków obcych i gry na fortepianie już od żłobka. Właśnie dlatego, panowie i panie!

No ale… gdy sprawca śmierci pieszego leżał w szpitalu w ciężkim stanie, lokalne fora motocyklowe pełne były nie tylko w zupełności zrozumiałych wyrazów współczucia i życzeń powrotu do zdrowia, ale i komentarzy „miał pecha”, „traf”, „stało się”. Jakoś mało kto chciał zauważyć, że motocyklista wykazał się absolutnym brakiem poszanowania zasad bezpiecznej jazdy, bo ominął auto, które przepuszczało pieszego na pasach – to jeden z najbardziej śmiercionośnych manewrów – do tego z prędkością tak wielką, że nie dał rady zrobić uniku, gdy już go zobaczył – a może nawet nie zobaczył… Nie dowiemy się, bo zmarł dwa dni później. Zabił i sam zginął. Zaś „bracia w pasji do dwóch kółek” wyrozumiali, solidarni. Pytają na forach retorycznie: „kto z was nigdy nie wyprzedzał na pasach z dużą prędkością?” Cholera! Ja nigdy! Bo tego się po prostu nie robi!!!  A może warto byłoby w końcu powiedzieć na głos, że dla tych co jeżdżą nieodpowiedzialnie, nie ma miejsca między porządnymi ludźmi, bo psują opinię sobie i nam? Może analogicznie jak za problemem pijanych kierowców, i za brawurą i jej ofiarami stoi przyzwolenie społeczeństwa, bądź środowisk, na takie zachowania?

Bo jak widać na powyższym przykładzie, nie tylko „puszkarze”, „ślepowrony w autach”, których tak krytykujemy „bo wyjeżdżają z podporządkowanej”, „bo nie patrzą w lusterka”, „bo zmieniają pas bez kierunkowskazu” zdolni są do wyrażania opinii pełnych hipokryzji w imię głupiej solidarności grupowej i uprzedzeń do innej grupy. Są motocykliści, którzy robią dokładnie to samo. Większość z nas, tak jak i większość kierowców samochodów, to normalni, rozsądni kierowcy. Ale krótkowzroczność i głupota niektórych z nas w niczym nie ustępuje chamstwu pogromców „dawców nerek”. Jakiś czas temu na MotoRmanii pokazaliśmy video z kamery motocyklisty, któremu kierowca auta skręcającego w lewo nie ustąpił pierwszeństwa. Kolizja była o włos. Nie wszyscy komentatorzy zwrócili uwagę, że motocyklista jechał zdecydowanie za szybko, sam odbierając kierowcy auta szansę na to, by go zauważył i prawidłowo ocenił prędkość jednośladu. Gdy w jednym komentarzu ktoś zasugerował skopanie twarzy puszkarza i gwałt zbiorowy na jego żonie, po raz pierwszy w życiu poczułam wstyd, że ja też jestem motocyklistką.

Widzimy źdźbła w oczach puszkarzy, ale belki we własnym nie widzimy.