MotoRmania rozmawia z Wojtkiem Grodzkim. Startuje w MX, w Gymkhanie i myśli też o jeździe torowej – poznajcie motocyklistę uniwersalnego!

Jeżeli śledziliście dwa poprzednie sezony Hondy Gymkhana, to na pewno kojarzycie dwukrotnego mistrza tej imprezy. Jeżeli natomiast interesujecie się motocrossem, to nazwisko Wojtek Grodzki nie jest dla Was obce. Wojtka mogliście spotkać też w listopadowym numerze MotoRmanii – jeździł Hondą CRF250L, a w najbliższym, grudniowym wydaniu zobaczycie go w nowej roli… Zanim to nastąpi, poznajcie Wojtka bliżej!

MotoRmania: W związku z tym, że dołączasz do ekipy MotoRmanii, chcielibyśmy bliżej przedstawić Cię naszym czytelnikom. Wojtku, skąd wzięły się motocykle w Twoim życiu? Co robisz w motoświecie?

Wojtek Grodzki: Już od najmłodszych lat miałem styczność z motoryzacją oraz motocyklami. Pierwszym, bardziej poważnym sprzętem był endurak RMX50, którym zacząłem śmigać mając 11 lat. Jazda w terenie wyjątkowo mi podpasowała i postanowiłem dalej rozwijać się w tym kierunku. Niewiele później zapisałem się do klubu TNT i zacząłem treningi oraz starty w zawodach. Dosiadając już profesjonalnych motocykli off-roadowych dla młodzieży, takich jak Yamaha 80 czy Kawasaki 85, zaczęły się pierwsze starty w Mistrzostwach Polski. Dalej, przez kolejne lata piąłem się sukcesywnie na coraz wyższe miejsca, dosiadając potężniejszych maszyn. Parę lat temu, zdobywając uprawnienia do prowadzenia jednośladów po drogach publicznych, zacząłem poszerzać swoje „pole działania” w nierozłącznej już pasji życiowej.

Mówisz, że startowałeś w Mistrzostwach w kilku klasach, jak więc przedstawia się Twoje sportowe portfolio, osiągnięcia, puchary?

Przez prawie 7 lat czynnie uczestniczyłem w Mistrzostwach i Pucharze Polski Motocross. Wyczerpujące treningi ze znakomitym trenerem, Robertem Pawłowskim szczęśliwie zaczęły przynosić pożądane rezultaty. Najlepszy mój sezon zawodniczy w 2008 roku w klasie MX2 zaowocował zdobyciem 1. miejsca Pucharu Polski w Rzeszowie, a także najwyższego podium Mistrzostw Polski strefy zachodniej w Obornikach. Wygrywałem też oraz zajmowałem miejsca na podium w kilku rundach zawodów z rodzaju Cross-country oraz okręgowych. Niestety, poważny wypadek tuż po maturze wyeliminował mnie z dalszego, czynnego udziału w zawodach.

Skoro tyle lat jeździsz w motocrossie z całkiem niezłymi wynikami, to skąd pomysł na Gymkhanę? Znudził Ci się MX?

Motocross zawsze będzie moim ulubionym rodzajem motocyklizmu. Jest to sport wzbudzający emocje i podnosi adrenalinę na taki poziom, który dla mnie jest nie do osiągnięcia w żaden inny sposób.

A skąd pomysł? Współpracujący z naszym klubem dealer Honda MCS zaproponował mi udział w pierwszej Gymkhanie jako uczestnik reprezentujący ich Team. Bez żadnego przygotowania, dostając motocykl w dniu zawodów, ruszyłem w nieznane… Dla zespołu, ale też i dla mnie efekt był nie lada zaskoczeniem. Pozytywnym oczywiście! ;)

W takim razie to chyba wszystko zasługo motocrossu, że jesteś w Gymkhanie bezkonkurencyjny od samego początku? Przecież nic nie bierze się z powietrza…

Można powiedzieć, że z motocyklami szosowymi nie miałem wcześniej do czynienia. Za mną było dopiero ćwierć pierwszego, szosowego sezonu, więc teoria z motocrossem ma sens. Przede wszystkim w terenie zaliczyłem całą masę wywrotek, a jazda w dużym uślizgu, także przy ogromnych prędkościach, była dla mnie normą. W takim wypadku stosunkowo powolne kręcenie się między pachołkami potraktowałem intuicyjnie i od razu wyczułem motocykl.

Skąd Twój niepowtarzalny styl jazdy w Gymkhanie? Od samego początku wzbudzał i nadal wzbudza ogromne emocje.

To fakt, jest on całkowicie odmienny i według mnie wyjątkowo szpetny! ;) Zacząłem go stosować intuicyjnie, starając się osiągać najlepsze czasy przejazdów. Według mnie, przy trasach ciasnych i krótkich takich jak w Polsce, jest nie najgorszy. Jednak gdy prędkości sięgają już zawrotnych 50 km/h, okazuje się on całkowicie bez sensu. Czas na zmiany i modyfikacje!

Wojtek, jak to jest prawie pokonać Mistrza Świata w trialu Takahisa Fujinamiego, który jechał na kilkakrotnie lżejszym motocyklu?

Bardziej byłem zadowolony z rezultatu w zeszłym sezonie, kiedy rzeczywiście udało mi się go pokonać! Jednak osiągnięcie czasu o 0,07 sek. gorszego w tym roku i tak jest dla mnie ogromnym sukcesem. Sam fakt konkurowania z zawodnikiem światowej klasy jest niesamowity! Nie zapominajmy jednak, że domeną Fujinamiego jest trial.

Skoro to w zasadzie od Gymkhany zaczynałeś jazdę szosową, jak wspomniałeś wcześniej, to pewnie dość mocno wpłynęła ona na to, jak jeździsz po ulicy? Zauważyłeś jakieś szczególne sytuacje? W końcu jesteś aktywnym motocyklistą.

Zdecydowanie tak! Doświadczenie zdobyte w bezpiecznych, gymkhanowych warunkach znacznie przekłada się na jazdę po drogach. Umiejętność manewrowania, ogólne wyczucie motocykli i trakcji, a także koncentracja pozwalają na bezpieczniejszą jazdę. Przykładem z życia może być niemiły, znany chyba wszystkim lewoskręt. Błyskawicznie zauważywszy samochód wyjeżdżający mi pod koła, musiałem błyskawicznie i maksymalnie mocno wyhamować – ostateczne ominąłem samochód przy niemal całkowitym złożeniu i na hamulcu. Jestem pewien, że gdyby nie Gymkhana, sytuacja potoczyła by się zupełnie inaczej… Cały wysiłek poświęcony w jazdę między pachołkami zwrócił się w 10000% i dzięki temu zachowałem swój motocykl i przede wszystkim zdrowie.

No właśnie, przecież w motocrossie, w gymkhanie i po ulicy nie jeździsz tym samym motocyklem? Przedstaw czytelnikom MotoRmanii swoją stajnię.

Kompilując kilka rodzajów motocyklizmu, które mam przyjemność praktykować, przedstawiam moje ukochane maszyny (którymi się troskliwie opiekuję):
– BMW S1000RR – droga i tor
– Kawasaki KXF250 – MX
– Honda Hornet CB600F – Honda Gymkhana (motocykl użyczony przez Honda MCS)
– Honda PCX 125 – od niedawna, pogromca wielokilometrowych korków w Warszawie

Posiadając takie pojazdy i umiejętności, czy istnieje jakiś sprzęt, wobec którego masz respekt? Taki, którego nie podniesiesz go od razu na koło lub nie przejedziesz Gymkhany w pełni możliwości?

Staram się nie lekceważyć żadnego motocykla, którym jeżdżę. Nigdy nie wiadomo, czym może zaskoczyć. Zawsze staram się na początku dokładnie poznać sprzęt. W historii miałem okazję przeszacować sytuację, co często kończyło się bolesnym zaskoczeniem. Dlatego wolę poświęcić więcej czasu na oswajanie się. Dopiero później korzystam z pełnych możliwości sprzętów.

W tym roku miałeś okazję pojeździć po torze w Radomiu. Asfalt zamiast błota, zakręty, brak pachołków, prędkość, rywalizacja… Wciągnęło?

Jak najbardziej mi się spodobało! Jednak Radom jest torem, na którym nie rozwija się dużych prędkości, a przecież prędkość na torze asfaltowym jest ekwiwalentem skoków w MX. Mimo to chciałbym w przyszłym sezonie pośmigać na torze (także w Poznaniu).

Może więc zobaczymy Cię w WMMP w przyszłym sezonie? A może w Supermoto?

Aby startować w WMMP trzeba się dalece zaangażować w całe przygotowania do sezonu. Obecnie, gdy studiuję, mimo wszystko poświęcam zbyt wiele czasu na motocykle, więc dodatkowe starty w SM czy WMMP byłyby zbyt czasochłonne, pomijając już koszty całego przedsięwzięcia. Ale w przyszłości…

Jakie masz plany na tą bliższą przyszłość, na następny sezon?

Przejechać rundy Honda Gymkhana bez przewrotki oraz wystartować w zawodach MX po długiej przerwie….

Czy jakoś szczególnie dbasz o formę przed sezonem?

Kiedyś trenowałem w zimę biegając różne dystanse i ćwicząc gimnastykę. Po zakończeniu czynnych startów w MX, zima stała się okresem na gromadzenie zapasu energii i ochronę przed utratą ciepła w postaci trój glicerydów. ;) (przyp. red. – Wojtek coś kręci, ale chodzi o tkankę tłuszczową, a to leń!)

Wojtek Grodzki zupełnie prywatnie:

Na co dzień jestem zwykłym, przeciętnym studentem walczącym o kolejne zaliczenia na uczelni. Moją cechą budzącą zainteresowanie wśród znajomych jest awersja do alkoholu, która pozostała z czasów intensywnych treningów. Moimi pobocznym, zaniedbanym zainteresowaniem jest elektronika i częściej stosowanym w praktyce dłubanie przy motocyklach i samochodach.

Wojtek, dzięki za rozmowę, powodzenia w realizacji planów i do zobaczenia na stronach MotoRmanii!

Ja również dziękuję! Wykorzystując okazję, za pomoc w realizowaniu moich pasji dziękuję klubowi TNT Motocross oraz Motocyklowemu Centrum Serwisowemu, a także mojej Ani, która zawsze wspiera mnie duchowo na zawodach!