Do czego potrzebne są motocykle? Jak ważna jest wolność i dlaczego są ludzie którzy nienawidzą motocyklistów? Wszystko staje się jasne po krótkiej rozmowie z Jackiem Żakowskim.

Jeżeli ktoś nie kojarzy Jacka Żakowskiego to znaczy, że jego wiedza ogólna ma większe braki niż uzębienie 70-letniego flisaka po skoku na główkę do zamarzniętej rzeki. Dla jednych może być opiniotwórczym publicystą, inni mogą go utożsamiać z telewizją, a jeszcze inni doceniać za inicjatywy takie jak założony niegdyś wspólnie z Agnieszką Holland Komitet Obywatelski Mediów Publicznych. Można się z nim nie zgadzać, można wypominać mu polityczne zaangażowanie, ale w jego publicystyce trudno zarzucić mu brak uczciwości intelektualnej. Jacek Żakowski bardzo często w opisie rzeczywistości wykorzystuje swoją wiedzę filozoficzną. Właśnie dla tego  uznaliśmy za dobry pomysł, aby porozmawiać z nim o motocyklistach.

Miał Pan jakiś epizod motocyklowy w swoim życiu?

Moja żona miała skuter. Jeździła nim dwa lata, w tym roku sprzedała. Urodziła dziecko i jakoś nie było okazji nim jeździć – w tym sensie miałem mały epizod motocyklowy.

Motocykle są niebezpieczne?

No… na pewno są niebezpieczne. Ja nie chciałbym, żeby mój syn miał motocykl.

Ale czy niebezpieczeństwo w życiu nie jest nam potrzebne? Czy tworzenie społeczeństwa typu Cotton Wool Society, do którego świadomie dążą niektóre grupy szczególnie w krajach Europy zachodniej, odpowiada naturze człowieka? Czy to jest dla nas naturalne żeby pozbywać się jakichkolwiek zagrożeń? W końcu najwybitniejsze osobowości ostatnich dekad dużą część życia spędziły widząc cierpienie i żyjąc w ciągłym stanie zagrożenia. Może to pozwala wcześniej dojrzewać- doceniać prawdziwe wartości? Jeden z największych autorytetów naszych czasów, Józef Tishner, bardzo często wychodził w góry i narażał się na ogromne ryzyko…

Wie pan, ja sam kiedyś byłem z ks. Tischnerem zimą w górach i poszliśmy na bacówkę na Turbaczu z moją córeczką, która miała wtedy siedem może osiem lat. Wleźliśmy na ten Turbacz do bacówki gdzie Tischner trzymał worki z sianem. Usiadł na tym worku i puścił się w dół przez las z gigantyczną wręcz prędkością. Zjechał tak na tym worku pomimo swojego wieku, a to było kilka lat przed jego śmiercią. Zrobił to będąc starszym człowiekiem. My co prawda puściliśmy się za nim ale z ogromnym strachem, hamując i zwalniając żeby nie wpakować się w żadne drzewo. W każdym razie byliśmy znacznie bardziej bezpieczni ponieważ po jego zjeździe powstała już rynna w śniegu. No więc ja nie mam nic przeciwko niebezpieczeństwu. Jeżeli ktoś ma ochotę ryzykować to uważam, że ma takie prawo. Można powiedzieć, że taki szaleńczy zjazd Tishnera, czyli starszego człowieka, na tym worku był niebezpieczny. Gdyby walnął w drzewno to by go nie było.  Ale on miał do tego prawo i motocyklista też ma prawo do ponoszenia ryzyka. Co nie znaczy, że ojciec się cieszy wiedząc o niebezpiecznych poczynaniach syna. Ja patrzę na to egoistycznie – nie chciałbym stracić syna.

Zakowski-wywiad2

J.Ż: Motocyklista też ma prawo do ponoszenia ryzyka

Sednem sprawy jest pytanie, czy ludzie, którzy żyją w jakimś poczuciu niebezpieczeństwa nie wartościują rzeczy inaczej? Możemy przecież zauważyć wzrost popularności sportów ekstremalnych… Czy to nie wynika z naszej naturalnej potrzeby odczuwania jakichś zagrożeń? Świadomość zagrożenia, świadomość że co jakiś czas jeden z kolegów odchodzi pozwala nam przewartościowywać swoje życie. Czy takie dozowanie niebezpieczeństwa nas zatem nie uszlachetnia? Nie jest wartościowe?

Jest, i ja jestem bardzo za tym. Chociaż nie chciałbym, żeby mój syn to robił… (śmiech), ponieważ patrzę ciągle z punktu widzenia ojca. Tutaj widzę dwie rzeczy. Weźmy na przykład mój samochód. Nie pozwala mi jeździć z odpiętymi pasami. Strasznie mnie wkurza, że muszę zapinać pasy- to jest jakieś uwięzienie, prawda? Oczywiście wolę jeździć z rozpiętymi pasami, kiedyś lubiłem się wspinać i zajmowałem się ujeżdżaniem koni. To były rzeczy w pewnym stopniu ryzykowne. Teraz patrzę z przyjemnością i uśmiechem na młodych ludzi, którzy na jednym kole zasuwają po Powsińskiej, kilkaset metrów od mojego dom- na tych ścigaczach, bo to zdaje się że różne są te kultury motocyklowe.   I to jest fajne.  Jedyny problem jaki ja tu widzę to jest problem rodzin czy bliskich w ogóle. Tutaj wydaje mi się, że to jest poważna kwestia. Człowiek narażając siebie naraża również tych najbliższych na utratę siebie. To ważna sprawa. Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę, że to wywołuje też jakieś niebezpieczeństwo. Motocykliści pędzą pomiędzy samochodami czasem w sposób szalony.  Chociaż muszę przyznać, że to mi się podoba – lubię takie objawy szaleństwa w społeczeństwie. Różnego rodzaju szaleństwa. Wcale mi się nie wydaje, żeby szwadrony identycznie umundurowanych chińczyków były ideałem.  Tylko jest ten problem powodowania różnego zagrożenia dookoła. I to jest ważny problem. Myślę, że tu trzeba szukać jakiejś tolerancji. Chociaż z drugiej strony gdybyśmy mieli spojrzeć tak poważnie to na dużo większe niebezpieczeństwo naraża nas człowiek, który jedzie wielkim samochodem i wyrzuca tony spalin za sobą i nas wszystkich truje po prostu, zmienia klimat itd. Motocyklista jest symbolem czegoś niebezpiecznego, ale jakby o tym poważnie pomyśleć to nie jest to najgorsze niebezpieczeństwo jakie produkujemy społecznie i jakie tolerujemy.

Motocykle to wolność. Jak ważne jest poczucie wolności na co dzień? Czy w ogóle można być szczęśliwym czując, że nie jest się wolnym?

Myślę, że dużo ludzi może. Jest bardzo wiele osób, dla których nie jest to specjalnie ważne.

A dla Pana jest ważna wolność?

Dla mnie jest ważna… i są ludzie, dla których jest szalenie ważna.

A czy Pan się czuje wolny w naszym kraju, dzisiaj?

Powiedzmy: w satysfakcjonującym stopniu. To znaczy są problemy. Jest artykuł 73 Konstytucji gwarantujący wolność wypowiedzi i twórczości, a z drugiej strony mamy objawy pewnej cenzury i presji cenzuralnej. Nie pozwalają mi jeździć bez zapiętych pasów w samochodzie. Nie pozwalają mi palić marihuany. Ja uważam, że dorosły człowiek ma prawo palić marihuanę, tak samo jak ma prawo do jazdy na jednym kole.

Zakowski-wywiad

J.Ż: Lubię takie objawy szaleństwa w społeczeństwie

To ciekawy punkt widzenia, który chyba warto rozwinąć. Jak się ma czuć człowiek stojący w obliczu nieracjonalnych z jego punktu widzenia zakazów? Przeświadczony o tym, że złamanie tego zakazu w rzeczywistości nie stwarza żadnego zagrożenia. W Niemczech nie ma ograniczenia prędkości na określonych odcinkach autostrady a u nas, chociaż Wielkopolska jest doskonałym kawałkiem bezpiecznej drogi, są. W tym przypadku położenie geograficzne decyduje o tym co nam wolno, a czego nie. To jest zupełnie nieracjonalne. Czy taki odruch buntu, kiedy człowiek wyjeżdża i łamie te przepisy nie jest po prostu zdrowym odruchem? Czy oprócz obrazy naszej inteligencji to nie jest ograniczenie naszej wolności?

Moim zdaniem jest. Wie pan społeczeństwo narzuca nam masę takich ograniczeń.  Ja sam notorycznie łamię ograniczenia prędkości.  Myślę, że nie ma dnia żebym ich nie złamał i dopóki nie zaczną za to rozstrzeliwać to będę to robił. Jesteśmy w szponach jakichś niebywale restryktywnych regulacji w bardzo wielu dziedzinach. Niech mi pan powie, co prawodawcy szkodzi, że dorosły człowiek jak ja czy pan zapali skręta? Gdzie jest problem? Pozwala mi się upić do nieprzytomności, ale nie mogę zapalić. To jest jakiś absurd. Tysiące lat trwa walka pomiędzy wolnością a tymi absurdalnymi ograniczeniami. Nie ma przecież żadnego powodu żeby zakazywać wnoszenia płynów do samolotów. Żadnego. Wykazano, że nie da się tej bomby zrobić  w samolocie. Zabierają panu butelkę, może pan przejść i kupić tą samą po drugiej stronie tylko pięć razy droższą .

Ale czemu to służy?

To jest tak jak z tymi ograniczeniami prędkości motocykli na autostradzie. To służy władzy jako alibi wykorzystywane do kamuflowania braku działań dotyczących naszego bezpieczeństwa na innych polach.

Kwestia polityków i narzucania nam absurdalnych rozwiązań jest czymś czego mamy świadomość…

Ale dlaczego ludzie tego chcą? To jest ciekawe pytanie…

To może brakuje tego oderwania od rzeczywistości i umiejętności trzeźwego spojrzenia? Może takie rzeczy jak pasja motocyklowa mogą stanowić doskonałą terapię. To jest ten moment, który pozwala nam nabrać dystansu do otaczającego świata i daje szansę na refleksje…

Wie pan, nikt nie jest bardziej uważnym strażnikiem niż niewolnik. Można powiedzieć,  że to społeczeństwo w którym żyjemy jest zniewolone w bardzo dużym stopniu. Boi się szefów, kierowników, swoich bankierów itd. Krótko mówiąc wszyscy się czegoś boją. Teraz widzą takiego motocyklistę, który demonstruje swoją wolność i to wkurza. Wie pan, Spartakusa zabili niewolnicy. Niewolnik najbardziej nienawidzi tego co się wyzwala. To cały kawał filozofii Hegel’a jest. Dlatego ci motocykliści w tych straszliwie zniewolonych ludziach takich jak emeryci którzy są zniewoleni poprzez tą swoją rentę, emeryturę -przyjdzie listonosz, da to przeżyją nie da to koniec- oni czują najwięcej wrogości. I podżegają tą władzę „ten się wyzwolił to obciąć mu głowę”.  To jest polski problem.

Czyli potrzebujemy tych motocykli symbolizujących i będących naszą częścią wolności?

„Znikający Punkt”… pamięta pan taki film? Oglądaliśmy go w PRL-u i on był takim symbolem tego wyzwolenia. Możemy się zbuntować przeciwko wszystkiemu. Bardzo duża część tych ludzi, którzy mają duszę niewolnika zgwałconego wielokrotnie przez życie nie jest w stanie tego zrobić. Chcą zabić tego, kto się wyzwolił.

No to potrzebujemy tych motocykli czy nie?

Tak… Jedni jako nadziei, a inni jako obiektu nienawiści. Nie macie pojęcia jak was nienawidzą…