Riders East Tour to  projekt zrealizowany przez Przemka Saletę. W podróż po krajach byłego związku Radzieckiego i Rosji wyruszył na motocyklach razem z Pasiem i Adamem Badziakiem.

Myśląc o wyprawie motocyklowej 90% osób będzie patrzeć na zachodnią część Europy. Pozostałe 10% wpadnie na pomysł, żeby wyruszyć na szlaki byłego związku ZSRR. Z tej niewielkiej grupy większość zainteresowanych dosiądzie motocykli typu adventure.  Najmniejsza grupa, określona mianem odważnej, żeby nie powiedzieć nierozsądnej, wsiądzie na motocykle, które na hasło „Ukraina” trzęsą tłokami i grzechoczą śrubkami. W naszym przypadku dotyczyło to 3 motocyklistów. Adam Badziak dosiadł Yamahy Vmax. Znając jej apetyt na paliwo zdecydował się na zamontowanie akcesoryjnego zbiornika paliwa o większej pojemności. Fakt, że w dzień startu, całą drogę na konferencję prasową czuł cieknące paliwo wcale go nie zmartwił. Adrian Pasek, czyli człowiek, dla którego męczącą wyprawą jest dojechanie na swoim motocyklu ze stunt miejscówki na stację benzynową, dosiadł Hondy CB1000R. Ostatnim uczestnikiem byłem ja sam, a wybór padł na Harleya Davidsona V-Roda.

Plan był prosty.

Odwiedzić Litwę, Łotwę, Estonię, Rosję oraz Ukrainę. Każdy miał swój cel. Chciałem odwiedzić wielu zawodników MMA i zmierzyć się z nimi na ringu i macie. Adrian ciągle poszukiwał unikalnych miejscówek, na których mógłby pojeździć na swojej przygotowanej do stuntu Yamasze R6 (podróżowała w przyczepie ciągniętej przez samochód asystujący). Adam Badziak z typowym dla siebie uśmiechem na twarzy oznajmił, że on jedzie po prostu dobrze się bawić. Napędzani entuzjazmem już szybko dojechaliśmy do litewskiego Kowna. Pierwsze kilometry po przejechaniu granicy dały nam zapowiedź motywu przewodniego całego wyjazdu, czyli… negocjacji z policją. Brak winiety w naszym Hummerze to dobra okazja do wyciągnięcia 40 dolarów łapówki. Nawet za pomocą hipnozy nie bylibyśmy w stanie przypomnieć sobie i zliczyć wszystkich postojów, które miały na celu zasilenie portfeli stróżów prawa. Na szczęście często były to kwoty, które mogłyby nie starczyć polskiemu studentowi na zakup piwa. Zatrzymując się w kolejnych miastach, kiedy my zwiedzaliśmy kluby walki i sale treningowe, Pasio zaliczał najlepsze i najgorsze miejscówki do jazdy stuntowej. Jego pokazy w centrach miast wywoływały niemały szok. Bardzo rzadko ludzie byli świadomi tego, w jaki sposób można użytkować motocykl. Po przybyciu do Moskwy udało się nam skontaktować z Moscow Stunt Crew. To oznaczało tylko jedno- jazdę po ulicach stolicy Rosji w sposób każdy poza normalnym. Skoro już mowa o ulicach… Była to największa zmora dla nas i naszych motocykli.

We znaki w szczególności dała się nam Ukraina.

Brak jakichkolwiek oznaczeń, wyrwy wielkości małego Fiata i zwariowani kierowcy. Podróżowanie tymi drogami było tak dramatyczne, że mogliśmy poruszać się tylko za dnia, nie pozwalając sobie ani na chwilę relaksu za kierownicą. Honda CB1000R zaczęła wariować po tym jak opaska mocująca zestaw kluczy puściła przez co płaska 10’tka powodowała zwarcie na akumulatorze. Po kilku lotach przez wyrwy podgięta tylna felga Yamahy Vmax zaczęła przepuszczać powietrze, ale to ciągle nic w porównaniu do ciosu, który przyjął Harley. Na szczęście incydent miał miejsce tuż przed powrotem do Polski. Ukraińscy drogowcy zastawili pułapkę na V-Roda w postaci wyciętego kwadratu asfaltu o wymiarach 1×1 metr i głębokości jakichś 20cm. W efekcie zgięły się obydwie felgi, jeden tylny amortyzator oraz puściło mocowanie osłony zbiornika paliwa.

                To nie była zwykła sielankowa podróż motocyklowa. Nie da się porównać drogi na zachód i wschód od Polski. Pytanie brzmi czy w związku z licznymi problemami z policją i dramatycznym stanie dróg żałujemy tego wyjazdu? Otóż,nie! Wszystkie utrudnienia przekładały się na niesamowitą satysfakcję po tym jak osiągaliśmy dany cel. Dziesiątki wspaniałych ludzi, setki niesamowitych miejsc i tysiące pięknych kobiet. Czy wiecie, że na Ukrainie statystycznie na jednego faceta przypada sześć długonogich przedstawicielek płci pięknej? W niektórych miastach ta proporcja zwiększa stosunek na 12:1. Krótko mówiąc, pomimo, że czasami będziecie mieć wrażenie, iż znaleźliście się w rzeczywistości rodem z „Misia”,  kierunek wschodni polecam każdemu, kto szuka niepowtarzalnych wrażeń i ma w sobie odrobinę odwagi lub szaleństwa…

Krótka zajawka wypadu: