W końcu ktoś mu powiedział – wiesz, tu niedaleko mnie, ktoś czymś takim jeździł. Zadziałała sieć kontaktów w środowisku. Trzy dni i trzy noce siedział w aucie i patrzył na drzwi garażu w którym podobno maszyna miała być trzymana…

Pilnujemy, dbamy, zabezpieczamy, ale mimo to zdarza się, że nasze ukochane motocykle są kradzione. Jak ta sprawa wygląda z punktu widzenia właścicieli, policji, statystyki i przestępców? W drugiej z czterech części posłuchajcie relacji policjantów…

Mówi aspirant Bartosz Marjański z Wydziału Ruchu Drogowego zachodniopomorskiej Komendy Wojewódzkiej Policji, jednocześnie motocyklista:

Motocykle giną głównie w powiatach, rzadziej w mieście. Najczęściej są to małe pojemności – 125ki, 250ki, motorowery. Takie pojazdy mają zazwyczaj niski poziom zabezpieczeń i dlatego są atrakcyjne dla złodzieja. I najczęściej są potem przez niego użytkowane – aż do zepsucia. Ginie też sporo quadów, bo nie mają zabezpieczeń w ogóle. I mikroskutery, bo często nie mają żadnych oznaczeń.

Do takich kradzieży najczęściej dochodzi w wakacje, gdy się młodzież nudzi, i często kwalifikowane są jako czyn niższej rangi – przejęcie w celu krótkotrwałego użycia. Że niby sprawca nie miał zamiaru trwale pozbawić człowieka jego własności, tylko użyć, pojeździć, aż się bak opróżni. Takie mamy niestety prawo w Polsce. Od jakiegoś czasu zdarzają się też dokonywane na zamówienie kradzieże motocykli luksusowych i zabytkowych. Giną konkretne modele, zleceniodawca określa model i rocznik. 

W zeszłym roku w województwie zginęły dwie WSKi. Jedna w powiecie choszczeńskim – zupełnie sprawna, starszy człowiek sobie nią jeździł. A druga gdzieś koło Koszalina, egzemplarz kolekcjonersko-użytkowy. I nie wiemy czy ktoś wiedział co bierze, czy zrobił to dla zgrywy i potem do jeziora wrzucił…

Jeśli złodziej kradnie z zamiarem odsprzedaży, to najczęściej na części. Wtedy jest bardzo trudno ustalić, skąd one pochodzą. Jeśli części nie są oznaczone przez producenta, jeśli mamy pociętą ramę, to nie ma metody by dojść, z jakiego motocykla te części są i brak szans odnalezienie ich właściciela. Dlatego warto na wszystkich częściach nanieść oznaczenia DNA.

Mieliśmy taką historię… KTM 650, wyczynowy, bez homologacji drogowej – nie było na nim nawet miejsca fabrycznie przygotowanego pod numer ramy. Znalazł się u gościa, który miał już bogatą historię w naszych aktach i nie było po czym zidentyfikować maszyny. On przedstawił potem świadka – zawodnika, który oświadczył, że wcześniej to był jego motocykl, na którym startował… ale ile w tym prawdy…?

- A czy giną też części? Motocykl zostaje ale ktoś z niego kradnie coś co da się odkręcić?
- W zasadzie nie zgłasza się nam w ogóle takich przypadków. Kradzione są raczej konkretne części z samochodów ciężarowych, moduły specjalistyczne, bo to są bardzo drogie rzeczy.

Zobacz też: Motocyklista kradnie kierunkowskazy z innego motocykla!

Zgłaszanie utraty pojazdu w jednostce policji jest dla standardowego obywatela czynnością głupią, irytującą i bezsensowną. Obieg dokumentacji, ilość danych. których podania wymaga procedura jest zazwyczaj dla obywatela niezrozumiała. Często też trzeba czekać, aż ktoś się zajmie, bo jest właśnie jakaś pilna interwencja. No i nie przez wszystkich jesteśmy lubiani… :-(

Motocykliści zazwyczaj bardzo przeżywają utratę maszyny, dużo bardziej, niż właściciele innych rodzajów pojazdów. Często mają do swojego motocykla bardzo osobisty stosunek. To jest duży wstrząs, gdy człowiek ubrany do jazdy wychodzi przed dom, a tam nie ma na co wsiąść.

Więc kradzież najlepiej zgłosić najpierw telefonicznie, podać szczegóły zdarzenia i jak najwięcej szczegółów wyglądu motocykla. Wtedy jest szansa, że coś da się szybko zrobić – jak to się mówi na gorąco, szybki komunikat do załóg. Później jednak trzeba podejść na komisariat i spędzić tam co najmniej godzinę albo i dwie.

Problem z zatrzymaniem sprawcy jest taki sam jak z zatrzymaniem motocyklisty do kontroli – jemu już na niczym nie zależy, więc się po prostu nie zatrzyma. Zdarzały się wypadki porzucenia motocykla w pościgu i tak najczęściej można je odzyskać. Poza tym częste jest odzyskiwanie poprzez sieć kontaktów towarzyskich, solidarność między motocyklistami, honorowo: nikt nie „kapuje”, załatwia się to na dzielnicy, ludzie się znają, więc wskazanie informatora byłoby dla tej osoby ryzykowne, bo oskarżony ma dostęp do dokumentacji. Motocykliści są specyficzną grupą kierujących, tworzą dość zwarte środowisko, więc bardzo dużo takich spraw załatwiają między sobą, bez udziału policji i bywa to skuteczne – oczywiście o ile sprzęt zostaje w regonie, a nie zostanie wywieziony dwa województwa dalej.

Mój kolega miał taką historię ze swoim motocyklem… To była CBRka. Dał ją raz szwagrowi do pojeżdżenia i szwagier wyłapał szlifa. By maszyna odzyskała urodę, właściciel zafundował jej piękne malowanie. Wcześniej była biało-czerwono-niebieska, to pomalował ją na szary metalik z czarnymi wzorami w stylu tatuaży tribal, lekki lifting lamp, lusterek i owiewek. Ale niedługo się cieszył tą nową wersją. Motocykl stał w bloku, w piwnicy, za porządnymi drzwiami, blokady, zapięcia, mnóstwo ludzi chodzących po dwóch klatkach schodowych… I nic – przyszli, włamali się, wyprowadzili i odjechali.

Kolega więc chodził, pytał, opowiadał. W końcu ktoś mu powiedział – wiesz, tu niedaleko mnie ktoś czymś takim jeździł. Zadziałała sieć kontaktów w środowisku. Trzy dni i trzy noce siedział w aucie i patrzył na drzwi garażu w którym podobno maszyna miała być trzymana. I doczekał się. Gościu przyszedł, otworzył garaż i była w środku. No to kolega zadzwonił po posiłki i tak odzyskał swój motocykl.

Kradzieże wszelkiego rodzaju pojazdów często przebiegają w ten sposób, że złodziej ustala miejsce postoju dłuższego – gdzie ten pojazd regularnie stoi – pod pracą, albo instytucją, gdzie właściciel systematycznie załatwia jakieś sprawy. I przestępca wzywa do takiego pojazdu holowanie. Przychodzi ubrany w motocyklowy kombinezon, pokazuje kluczyki (jakiekolwiek) i mówi, że ma awarię, że coś mu się zepsuło. Giną w ten sposób pojazdy wszelkiego kalibru, od motorowerów po maszyny budowlane i ciągniki rolnicze. Wykonawca usługi jest najczęściej nieświadomy w czym bierze udział, aczkolwiek taksówkarze i holownicy potrafią współpracować z grupami.

- Co można doradzić motocyklistom, o czym warto pamiętać, na co zwrócić uwagę, by uniknąć utraty maszyny?
- Po pierwsze, wykonać oznaczanie DNA – nasprajować mikroślady widoczne w ultrafiolecie. Wtedy da się nawet na podstawie drobnej, mało istotnej części ustalić, z jakiego pojazdu pochodzi. 

Zainwestować w dodatkowy alarm montowany poza tym fabrycznym – jeśli ktoś wie jak działa instalacja może obejść imobilajzer i moduł zapłonowy. Prosty alarm nas nie uchroni, lecz często sprawi, że złodziej potrzebuje więcej czasu, przez chwilę się zastanowi i może go coś spłoszy lub zrezygnuje. 

Zadbać o solidne zabezpieczenie na parkingu – nie tylko zakładać blokadę na tarczę, ale i przyczepić motocykl do czegoś, czego nie da się wyrwać. Jaki to problem dla dwóch silnych mężczyzn, żeby podnieść motocykl i wrzucić na lawetę?

Dłuższe postoje planować tam gdzie jest monitoring – miejski, policyjny, przemysłowy, bankowy, osiedlowy. I w razie kradzieży nagranie zabezpieczać jak najszybciej, bo ono zazwyczaj jest krótko przechowywane, jak operator monitoringu nie ma żadnych zgłoszeń, to po max kilku dniach dane są nadpisywane nowym nagraniem.